- Minister energii rozważa wprowadzenie limitów tankowania dla obcokrajowców, jeśli masowa turystyka paliwowa zagrozi podaży paliwa, ponieważ ceny w Polsce są o 2-2,5 zł niższe niż w Niemczech.
- Obowiązujące od 31 marca maksymalne ceny paliw wynoszą 7,60 zł za litr diesla i 6,16 zł za litr benzyny Pb95, a ich przekroczenie grozi grzywną do 1 mln zł.
- Wprowadzenie ograniczeń dla obywateli UE jest prawnie skomplikowane ze względu na swobodny przepływ towarów, a Komisja Europejska dokładnie zbadałaby uzasadnienie takich działań.
- Ograniczenia mogłyby być uzasadnione jedynie w przypadku zagrożenia bezpieczeństwa energetycznego państwa, a nie z pobudek ekonomicznych, co potwierdza prof. Aleksander Cieśliński.
Rząd Donalda Tuska rozważa limity na paliwo. Co zapowiedział minister energii Miłosz Motyka?
Po tym, jak weszły w życie przepisy ustalające maksymalne ceny paliw w Polsce, temat ewentualnych ograniczeń dla zagranicznych kierowców stał się bardzo realny. We wtorek za litr diesla płaciliśmy maksymalnie 7,60 zł, a za benzynę Pb95 – 6,16 zł. To ceny niższe niż u naszych zachodnich sąsiadów nawet o 2-2,5 zł. Taka różnica może skusić wielu kierowców z Niemiec do przyjazdu i tankowania w Polsce.
Do tej sytuacji odniósł się minister energii Miłosz Motyka. Wprost przyznał, że rząd bierze pod uwagę ryzyko wzmożonej turystyki paliwowej. Minister energii Miłosz Motyka nie wykluczył, że rząd Donalda Tuska wprowadzi limity na paliwo dla obcokrajowców, jeśli nasili się zjawisko turystyki paliwowej.
Jeżeli będziemy widzieli, że zaburza to podaż na stacjach Orlenu, to nie wykluczamy podjęcia decyzji o ograniczeniu sprzedaży paliw dla obcokrajowców. Albo terytorialnego, albo dla całego państwa. Dziś takiego ryzyka nie widzimy – wyjaśnił minister Miłosz Motyka.Głos w tej sprawie zabrał również premier Donald Tusk. Na posiedzeniu rządu zaznaczył, że choć na razie nie widać wzmożonego ruchu z Niemiec, to jest niemal pewne, że chętni na tańsze paliwo się pojawią. Zapewnił, że odpowiednie instytucje będą czuwać nad sytuacją.
Czy ograniczenia w tankowaniu dla obywateli UE są legalne? Ekspert wyjaśnia
Pomysł wprowadzenia limitów brzmi prosto, ale w praktyce jest skomplikowany prawnie. Czy Polska może tak po prostu zakazać tankowania obywatelom innych krajów Unii Europejskiej? Sprawę wyjaśnia na łamach portalu money.pl prof. Aleksander Cieśliński z Katedry Prawa Międzynarodowego i Europejskiego na Uniwersytecie Wrocławskim.
Jego zdaniem sprawa nie jest jednoznaczna. O ile można sobie wyobrazić ograniczenia dla kierowców spoza UE, na przykład z Ukrainy, o tyle w przypadku obywateli Wspólnoty jest to bardzo trudne. Powód? Jedna z fundamentalnych zasad UE – swobodny przepływ towarów, a paliwo jest właśnie takim towarem. Wprowadzenie limitów na paliwo dla obywateli Unii Europejskiej jest jednak bardzo wątpliwe z prawnego punktu widzenia, co podkreśla prof. Aleksander Cieśliński.
Ekspert tłumaczy, że istnieją pewne furtki, jak artykuł 36 Traktatu o Funkcjonowaniu Unii Europejskiej, który pozwala na ograniczenia. Jednak kluczowe jest to, że nie można ich wprowadzać z pobudek czysto ekonomicznych. Innymi słowy, argument, że „kierowcy z Niemiec przyjeżdżają i wykupują nasze tańsze paliwo”, nie wystarczy.
Polecany artykuł:
Jakie warunki muszą być spełnione, by wprowadzić limity na paliwo?
Co więc musiałoby się stać, żeby Polska mogła legalnie wprowadzić takie ograniczenia? Według prof. Cieślińskiego sytuacja musiałaby być naprawdę poważna. Mowa tu o okolicznościach takich jak pandemia, klęska żywiołowa czy wojna, kiedy państwo musi zabezpieczyć stabilność dostaw energii dla swoich obywateli.
To na Polsce spoczywałby obowiązek udowodnienia, że sytuacja jest wyjątkowa. Aby Polska mogła legalnie wprowadzić limity na paliwo, musiałaby udowodnić Komisji Europejskiej, że turystyka paliwowa realnie zagraża bezpieczeństwu energetycznemu państwa. Nie chodziłoby więc o to, że na stacjach robią się kolejki albo że paliwo jest drogie. Rząd musiałby przedstawić twarde dowody, że gwałtowny wzrost sprzedaży prowadzi do kurczenia się rezerw w stopniu zagrażającym funkcjonowaniu kraju.
Na razie rząd obserwuje sytuację, ale państwowy gigant paliwowy już działa. Prezes Orlenu Ireneusz Fąfara poinformował, że spółka nie czeka z założonymi rękami na rozwój wydarzeń. Na stacjach paliw zlokalizowanych przy granicach uruchomiono specjalne procedury.
W odpowiedzi na potencjalną turystykę paliwową, prezes Orlenu Ireneusz Fąfara ogłosił, że na stacjach przygranicznych wprowadzono specjalny system monitoringu.
Źródło: Money.pl