Spis treści
Ile można zarobić na trasie koncertowej?
Trasa koncertowa to dziś coś więcej niż tylko seria występów. To potężna, wielomilionowa machina, w której przychody liczone w setkach milionów dolarów zderzają się z równie gigantycznymi kosztami. Wynajem stadionów, transport scenografii ważącej setki ton, opłacenie setek ludzi z ekipy technicznej – to wszystko sprawia, że organizacja takiego przedsięwzięcia jest ogromnym wyzwaniem logistycznym i finansowym.
Z jednej strony mamy spektakularne widowiska, jak trasa „360° Tour” zespołu U2, gdzie sama scena przypominała gigantycznego pająka i kosztowała fortunę. Z drugiej – artystów, którzy udowadniają, że do pobicia rekordu wystarczy talent i gitara. Okazuje się, że najbardziej dochodowe trasy koncertowe wcale nie muszą być tymi najdroższymi, co doskonale udowodnił artysta Ed Sheeran.
W tym zestawieniu przyjrzymy się obu modelom na sukces. Zobaczymy, kto zarobił najwięcej, stawiając na rozmach, a kto osiągnął szczyt dzięki minimalizmowi i sile swojej muzyki. Kwoty robią wrażenie.
Jak Ed Sheeran pobił wszystkich? Fenomen trasy koncertowej za 875 mln dolarów
Gdy myślimy o największych trasach koncertowych, przed oczami stają nam gigantyczne sceny, lasery, fajerwerki i dziesiątki tirów ze sprzętem. Tymczasem na czele listy najbardziej dochodowych tras wszech czasów stoi artysta, który potrzebował tylko gitary i mikrofonu. Trasa koncertowa Eda Sheerana, znana jako „+−=÷× Tour” (The Mathematics Tour) z lat 2022-2025, zarobiła astronomiczną kwotę 875 milionów dolarów, deklasując nawet legendy rocka, które w branży są od dekad.
Jak tego dokonał? Portal ebilet.pl wskazuje, że sekret tkwi w prostocie i autentyczności. W latach 2022-2025 Ed Sheeran zagrał 188 koncertów na pięciu kontynentach. Jego show obyło się bez kosztownej scenografii, która pochłania miliony. Na scenie był tylko on, jego gitara i looper, co pozwoliło drastycznie obniżyć koszty produkcji. Skupił się na tym, co najważniejsze – na muzyce i bezpośrednim kontakcie z publicznością.
Efekt? Fani oszaleli. Bilety na jego koncerty wyprzedawały się w kilka minut. Sheeran pobił też kilka rekordów frekwencji, gromadząc na jednym z australijskich koncertów 110 tysięcy osób. To dowód na to, że w biznesie muzycznym nie zawsze liczy się rozmach. Czasem największe pieniądze zarabia się, stawiając na talent w najczystszej postaci.
Co ciekawe, przy tej okazji Ed Sheeran pobił trzy inne rekordy. Podczas koncertu w australijskim Melbourne, Melbourne Cricket Ground stał się areną, która ugościła największą liczbę fanów jakiegokolwiek muzyka w całej historii Australii. W wydarzeniu udział wzięło aż 108 tys. osób, zaś kolejnego dnia 110 tys.
Kolejny rekord frekwencji padł na słynnym angielskim Wembley, które stało się obiektem największy wydarzeń multi-night. Pięć koncertów na tym stadionie zgromadziło... 420 tys. osób!
Innym rekordem była imponująca, jednodniowa wyprzedaż 81 tys. biletów na koncert na SoFi Stadium w Stanach Zjednoczonych.
Gdy liczy się rozmach. Jakie były najdroższe trasy koncertowe?
Choć Ed Sheeran udowodnił, że można zarobić fortunę w pojedynkę, historia muzyki pełna jest przykładów, gdzie gigantyczny zysk był efektem równie gigantycznej inwestycji. Na drugim biegunie mamy artystów, dla których koncert to multimedialne widowisko, gdzie muzyka jest równie ważna, co spektakularna oprawa wizualna. I tu absolutnym królem przez lata był zespół U2.
Ich trasa „360° Tour” (2009-2011) to podręcznikowy przykład, jak zagrać i zarobić najwięcej. Przyniosła 736 milionów dolarów zysku, ale koszty jej organizacji były astronomiczne. Centralnym punktem była scena „The Claw” – gigantyczna, 200-tonowa konstrukcja przypominająca pająka, która pozwalała na koncerty w formacie 360 stopni. Co to oznaczało w praktyce?
- Każdy dzień trasy kosztował około 750 tysięcy dolarów.
- Sama scena była warta 31 milionów dolarów.
- Transport całego sprzętu wymagał 120 ciężarówek.
Giganci rocka i popu – kto jeszcze zarobił fortunę?
Podobną drogą poszedł legendarny Roger Waters z Pink Floyd, którego solowa trasa „The Wall Live” (2010-2013) była w zasadzie spektaklem teatralnym. Wydał 60 milionów dolarów na samą scenografię, w tym na słynny mur, który był burzony na koniec każdego występu, a który kosztował 16 milionów dolarów. To właśnie takie produkcje przez lata definiowały, czym są najdroższe trasy koncertowe, przynosząc jednocześnie ogromne zyski – w przypadku Watersa było to 459 milionów dolarów.
Trasa legendy Pink Floyd oferowała coś więcej niż tylko sentymentalną podróż do muzycznej przeszłości gigantów. To była również uczta wizualna. Podczas koncertów wyświetlano zdjęcia fanów, którzy zginęli na wojnach (jest to powtarzający się motyw w działalności Watersa), używano kukieł i lalek, które kosztowały kolejne 2 miliony dolarów. Drogo wypadły kwestie logistyki i transportu, ponieważ słynny muzyk musiał za nie zapłacić 200 tys. dolarów dziennie! Podsumowaniem tego wszystkiego był wówczas największy na świecie ekran koncertowy, mający długość 152 metrów i 24 metrów wysokości. Samo tylko postawienie tak wielkiej scenografii kosztowało ok. 10 mln dolarów.
W tym elitarnym gronie są też nieśmiertelni The Rolling Stones (trasa „A Bigger Bang Tour” z lat 2005-2007 kosztowała 1,6 mln dolarów za postawienie sceny na każdym koncercie). Podczas trasy Stonesi zagrali aż 144 koncerty, dzięki czemu zainkasowali 558 mln dolarów, co przez parę lat było światowym rekordem. Znani z koncertowego przepychu i bogactwa Brytyjczycy zainwestowali w wielką scenę, grafiki komputerowe, fajerwerki, balkony na scenie, a całość zaprojektował Mark Fisher, ten sam, który współpracował z Rogerem Watersem. Konstrukcję trzeba było przewozić setką ciężarówek, natomiast składała ją 150-osobowa ekipa profesjonalistów.
W zestawieniu jest też i Madonna, która na za scenografię podczas „Sticky & Sweet Tour” wydawała 2 miliony dolarów na jeden wieczór. Piosenkarka zagrała podczas trasy 85 koncertów, które obejrzało ok. 3,5 mln ludzi. Dzięki występom na scenie w latach 2008-2009, Madonnie udało się zarobić ok. 408 mln dolarów. Daje to średnią ok. 4,8 mln dolarów za jeden koncert!
To pokazuje, że w branży koncertowej można odnieść sukces na dwa sposoby: skromnością lub absolutnym rozmachem.
Oczywiście, na liście rekordzistów znajduje się więcej legendarnych muzyków. Powrót Guns N’ Roses w niemal oryginalnym składzie podczas trasy „Not in This Lifetime… Tour” (2016-2019) okazał się strzałem w dziesiątkę, przynosząc 584 miliony dolarów. Zespół dwukrotnie odwiedził wtedy Polskę.
Wierni fani płacą...
Wielki sukces odniosła również grupa Coldplay z trasą „A Head Full of Dreams Tour” (2016-2017), która zarobiła 523 miliony dolarów, gromadząc ponad 5 milionów fanów na 114 koncertach. Tuż za nimi plasują się giganci metalu i hard rocka: Metallica z „WorldWired Tour” (430 mln dolarów) oraz AC/DC z „Black Ice World Tour” (442 mln dolarów), która była ostatnią wielką trasą zespołu w klasycznym składzie z Malcolmem Youngiem.
Warto też wspomnieć o Lady Gadze, której trasa „Born This Way Ball” (2012-2013) zarobiła 181 milionów dolarów, a jej scenografia w postaci 30-tonowego gotyckiego zamku była jedną z najdroższych na świecie. Portal ebilet.pl przypomina, że artystka odwiedziła Europę, Azję, Amerykę Południową, Australię i Oceanię oraz Afrykę. W Ameryce Południowej nie pojawiła się z powodu kontuzji prawego biodra, ale zagranie 80 koncertów przyniosło jej i tak fortunę. Na uwagę zwraca też anturaż trasy, podczas której - prócz wspomnianego modelu zamku - fani mogli zobaczyć 30-metrowy wybieg w kształcie języka. Scenografia biła wówczas rekordy kosztów, a woziło ją 60 TIR-ów i 30 busów.
Z kolei ikona rocka Bruce Springsteen („Wrecking Ball Tour”, 340 mln dolarów) i reaktywowany po 20 latach zespół The Police („Reunion Tour”, 362 mln dolarów) udowodnili, że wierni fani są w stanie zapewnić ogromne zyski nawet bez najbardziej wymyślnych widowisk.
Dwa modele na sukces, czyli co decyduje o zysku
Przykłady Eda Sheerana i zespołu U2 pokazują, że na szczyt finansowy w branży muzycznej prowadzą dwie zupełnie różne drogi. Pierwsza to minimalizm – tu liczy się talent, charyzma i niska bariera kosztowa, co przekłada się na wyższą marżę. Druga to maksymalizm, gdzie potężna inwestycja w widowisko tworzy niezapomniane przeżycie, które uzasadnia wysokie ceny biletów i przyciąga tłumy na największe stadiony świata.
Oba modele biznesowe okazują się skuteczne. Dowodzą, że ostatecznie najważniejsza jest zdolność artysty do porwania milionów fanów – niezależnie od tego, czy robi to sam z gitarą, czy przy pomocy 200-tonowej sceny.