- Prezes NBP Adam Glapiński przejął nadzór nad departamentami Finansów i Edukacji, co jest cichym, ale znaczącym przetasowaniem w banku.
- NBP grozi paraliżem: odejście jednego wiceprezesa w 2026 roku spowoduje, że zarząd banku skurczy się poniżej wymaganego prawem minimum 6 członków.
- Polityczny pat na linii prezydent-premier uniemożliwia powołanie nowych członków zarządu NBP, mimo zgłoszonych kandydatów.
- Brak pilnych decyzji może doprowadzić do paraliżu NBP, zagrażając stabilności polskiej polityki pieniężnej i wartości złotego.
Prezes NBP Adam Glapiński przejął nadzór nad departamentami Finansów i Edukacji. To nie jest przypadkowy ruch. Kadencja wiceprezesa Lipińskiego kończy się już 4 listopada 2026 roku, a jego odejście uruchomi lawinę problemów, która może sparaliżować całą instytucję. Co ciekawe, reszta podziału obowiązków w zarządzie pozostała bez zmian. Oznacza to, że członek zarządu NBP Paweł Mucha, powołany jeszcze w 2023 roku, wciąż nie nadzoruje żadnego departamentu.
Dlaczego w NBP dojdzie do paraliżu? Kluczowa data to 4 listopada
Problem jest prosty, ale jego skutki mogą być poważne. Ustawa o NBP jasno określa, że w skład zarządu musi wchodzić prezes oraz od sześciu do ośmiu członków. Obecnie zarząd liczy dokładnie sześć osób, czyli absolutne minimum wymagane przez prawo. Gdy 4 listopada 2026 roku Adam Lipiński zakończy swoją kadencję, w zarządzie pozostanie tylko pięciu członków. To o jednego za mało, by organ mógł legalnie funkcjonować i podejmować decyzje. Jeśli do tego dnia nie zostanie powołany nowy członek, zarząd NBP skurczy się poniżej ustawowego minimum, co w praktyce oznacza jego paraliż. Taka sytuacja zagraża stabilności kluczowej instytucji państwa, odpowiedzialnej za politykę pieniężną i wartość polskiego złotego.
Polityczny pat w banku centralnym. Kto blokuje nominacje?
Rozwiązanie problemu leży na stole od dawna, ale blokuje je polityczny spór na najwyższych szczeblach władzy. Zgodnie z prawem członków zarządu NBP powołuje prezydent na wniosek prezesa banku centralnego. Jednak taka decyzja głowy państwa wymaga kontrasygnaty, czyli podpisu premiera. I tu zaczynają się schody. Prezydent Karol Nawrocki już w październiku przekazał do rządu wnioski o powołanie aż czterech nowych osób do zarządu. Na liście znaleźli się obecni członkowie Rady Polityki Pieniężnej – Ludwik Kotecki, Przemysław Litwiniuk i Marcin Zarzecki – oraz była wiceprezes NBP Marta Kightley. Wszystko rozbija się o polityczny klincz, ponieważ wnioski o powołanie nowych członków, złożone przez prezydenta Karola Nawrockiego, od miesięcy czekają na kontrasygnatę premiera. Bez jego podpisu nikt nie może uzupełnić składu zarządu, a zegar tyka nieubłaganie. Czasu na uniknięcie kryzysu w Narodowym Banku Polskim jest coraz mniej.
Obecny skład zarządu NBP i daty końca kadencji:
- Adam Lipiński - do 4 listopada 2026 r.
- Marta Gajęcka - do 1 stycznia 2027 r.
- Paweł Mucha - do 1 września 2028 r.
- Rafał Sura - do 28 lipca 2028 r.
- Paweł Szałamacha - do 12 października 2028 r.
- Artur Soboń - do 6 grudnia 2029 r.
