- W Polsce ponad 2,4 miliona ludzi pracuje na umowach śmieciowych
- Reforma PIP miała być bronią przeciwko patologii - teraz zostanie osłabiona
- Sądy będą musiały działać szybciej, choć dziś na wyrok czeka się 2 lata
- Rząd ma czas tylko do sierpnia - projekt to kamień milowy KPO
Spis treści
Rewolucja w PIP z hamulcem ręcznym - sądy zamiast inspektorów
Wielka reforma Państwowej Inspekcji Pracy, która miała być odpowiedzią na gigantyczną skalę nadużyć na polskim rynku pracy, przechodzi metamorfozę. Według ustaleń money.pl, potwierdzonych przez minister Agnieszkę Dziemianowicz-Bąk, nowa wersja projektu zakłada istotne ograniczenie uprawnień inspektorów pracy.
Inspektor w dalszym ciągu będzie mógł wydać decyzję administracyjną o przekształceniu umowy cywilnoprawnej w umowę o pracę, ale będzie ona zaskarżalna bezpośrednio do sądu. Co więcej - wniesienie odwołania automatycznie wstrzyma wykonanie decyzji do czasu prawomocnego rozstrzygnięcia.
Umowy śmieciowe - problem, który dotyka miliony Polaków
Skala zjawiska jest przerażająca. Na koniec marca 2025 roku w Polsce ponad 1,39 miliona osób wykonywało pracę wyłącznie na podstawie umów zleceń i pokrewnych. Liczba ta wzrosła o 5,5 procent w porównaniu do analogicznego okresu 2024 roku. Łącznie z osobami, które łączą zlecenia z jednoosobową działalnością gospodarczą tzw. B2B, liczba ta przekracza 2,4 miliona.
To 2,4 miliona ludzi pozbawionych podstawowych zabezpieczeń socjalnych - płatnego urlopu wypoczynkowego, urlopu rodzicielskiego, godnej emerytury naliczanej od pełnego wynagrodzenia, kompleksowego ubezpieczenia zdrowotnego i wypadkowego. To rodziny balansujące na granicy stabilności, pracownicy bez prawa do chorobowego, kobiety rodzące dzieci bez ochrony socjalnej. A nie... To ostatnie do poprawki, kobiety nie rodzą w Polsce dzieci. Może właśnie dlatego.
Walka z patologią czy ustępstwo wobec pracodawców?
– Wraz z ministrem Żurkiem pracujemy nad wypracowaniem korekt w projekcie, którego cel pozostał niezmieniony: walka z patologią umów śmieciowych. Przy reformie Państwowej Inspekcji Pracy chcemy wzmocnić rolę sądów, ale z tym wiąże się konieczność usprawnienia, przyspieszenia ich pracy. Teraz na wyrok czeka się 2 lata, to za długo – zapowiedziała minister Dziemianowicz-Bąk w programie "Tłit" Wirtualnej Polski.
Według nowych ustaleń rządowych, w pewnych przypadkach - dotyczących kobiet w ciąży czy innych szczególnie wrażliwych grup pracowników - sądy powinny wydawać zabezpieczenia umożliwiające nawet bezzwłoczne przekształcenie umowy cywilnoprawnej w etat. Jednak w praktyce oznacza to, że los tysięcy pracowników wyzyskiwanych na umowach śmieciowych będzie zależał od przeciążonych sądów, w których obecnie na wyrok czeka się nawet 2 lata.
Reforma PIP kluczowa dla pieniędzy z KPO
Minister poinformowała, że projekt trafił do resortu funduszy, ponieważ propozycja wzmocnienia Państwowej Inspekcji Pracy stanowi realizację ważnego kamienia milowego Krajowego Planu Odbudowy. Dziemianowicz-Bąk ma nadzieję, że w lutym projekt będzie procedowany przez Radę Ministrów.
Rząd ma niewiele czasu - do sierpnia Polska musi rozliczyć się z KPO.
– Wedle mojej wiedzy dialog w sprawie projektu idzie w dobrym kierunku. Jako resort jesteśmy w pełnej gotowości, by procedować tę reformę. Jesteśmy spóźnieni, więc informuję wszystkie zainteresowane strony, że musimy działać szybko, sprawnie, nie tylko z uwagi na KPO, ale także z powodu wagi tematu. Skala problemu jest ogromna i nie ma czasu do stracenia – zaznaczyła Dziemianowicz-Bąk.
Miliony na szali - prezydent może zablokować reformę
Na pytanie o potencjalne weto prezydenta Karola Nawrockiego, minister odpowiedziała wprost: – Myślę, że pałac prezydencki powinien zastanowić się, czy chce brać na siebie odpowiedzialność za utratę kilkunastu miliardów złotych. To nie jest polityczny szantaż, to są fakty. Mamy rekordowe dane dotyczące umów śmieciowych i historie ludzi, którzy są na nie wypychani.
Pytanie brzmi jednak: dlaczego los ponad 2,4 miliona Polaków zatrudnionych na umowach pozbawionych podstawowych gwarancji socjalnych jest traktowany po macoszemu? Dlaczego reforma, która miała być skutecznym narzędziem w walce z patologią, zostaje rozwodniona i uzależniona od i tak już przeciążonego wymiaru sprawiedliwości?
Czy ludzie pracujący na śmieciówkach, często ciężej i więcej niż ich koledzy na etatach, naprawdę muszą czekać kolejne lata na elementarną sprawiedliwość?
