- Ceny paliw gwałtownie rosną: W najbliższym tygodniu benzyna 95 ma podrożeć o 29 gr do 7,19 zł/l, a olej napędowy o ponad 30 gr do 8,19 zł/l, co jest skutkiem wzrostu cen ropy powyżej 100 USD za baryłkę.
- Wzrost cen napędza konflikt na Bliskim Wschodzie: Ataki USA i Izraela na Iran i związane z tym zamknięcie Cieśniny Ormuz, kluczowej dla transportu ropy, są główną przyczyną obecnego kryzysu na rynku paliw.
- Orlen dywersyfikuje dostawy i obniża marże: Koncern zapewnia o stabilności dostaw ropy i obniżył marżę na olej napędowy niemal do zera, aby złagodzić skutki podwyżek.
- Rząd monitoruje sytuację: Minister energii ocenia obecną sytuację jako największy kryzys naftowy od ponad 50 lat i rozmawia z Ministerstwem Finansów o możliwych działaniach, w tym podatkowych.
Jakie są prognozy cen paliw na najbliższe dni?
Kierowcy muszą przygotować się na dalsze, dotkliwe podwyżki przy dystrybutorach. Z analiz biura Reflex wynika, że pesymistyczny scenariusz realizuje się na naszych oczach. Według prognoz, w tygodniu od 23 do 27 marca ceny paliw znów pójdą w górę – benzyna 95 ma podrożeć o 29 groszy do 7,19 zł za litr. Jeszcze gorzej wygląda sytuacja, jeśli chodzi o olej napędowy. Tu analitycy przewidują wzrost o ponad 30 groszy w porównaniu z ubiegłym tygodniem. Oznacza to, że średnia cena diesla w kraju może sięgnąć poziomu 8,19 zł za litr. Już teraz w Polsce rośnie liczba stacji, na których za olej napędowy trzeba zapłacić powyżej 8 zł.
Polecany artykuł:
Dlaczego ceny paliw tak gwałtownie rosną?
Winowajcą jest nowa wojna. Główną przyczyną jest eskalacja konfliktu na Bliskim Wschodzie, który wybuchł 28 lutego po atakach USA i Izraela na Iran. Doprowadziło to do paraliżu transportu morskiego w rejonie Cieśniny Ormuz, kluczowego szlaku dla tankowców wypływających z Zatoki Perskiej. Zatory w eksporcie natychmiast wywindowały notowania ropy naftowej na światowych giełdach. Cena surowca przekroczyła barierę 100 dolarów za baryłkę, momentami sięgając nawet 120 dolarów. Skalę problemu podkreślił minister energii Miłosz Motyka, który ocenił, że obecna sytuacja to największy kryzys na rynku ropy i paliw od ponad 50 lat.
Polecany artykuł:
Jak na podwyżki reagują rząd Donalda Tuska i Orlen?
W odpowiedzi na rosnące ceny, państwowy koncern Orlen zapewnił, że dzięki wcześniejszej dywersyfikacji dostaw, ropa naftowa trafia do jego rafinerii bez zakłóceń. To jednak nie chroni rynku przed globalnymi podwyżkami. Aby złagodzić ich skutki, koncern ogłosił 9 marca, że obniżył swoją marżę na olej napędowy z 25 groszy „niemal do zera”. Głos w sprawie zabrał także minister energii Miłosz Motyka z rządu Donalda Tuska. Poinformował, że rozmawia z ministrem finansów Andrzejem Domańskim o ewentualnych działaniach osłonowych, takich jak obniżka akcyzy czy innych podatków. Zaznaczył jednak, że na razie udało się zabezpieczyć dostawy, stworzyć rezerwy i wpłynąć na obniżenie marży Orlenu.
Dane z cenników hurtowych Orlenu nie pozostawiają złudzeń – skala podwyżek jest ogromna. Pokazują one, jak bardzo zdrożały paliwa gotowe, zanim jeszcze trafiły na stacje. W ciągu niespełna miesiąca, od 28 lutego, hurtowa cena diesla (oleju napędowego Ekodiesel) wzrosła aż o 2449 zł za metr sześcienny – z 4809 zł do 7258 zł. W tym samym czasie benzyna bezołowiowa Eurosuper 95 podrożała o 1267 zł za metr sześcienny. Ostatnia duża zmiana dotyczyła zwłaszcza oleju napędowego, którego cena tylko w sobotę, 21 marca, skoczyła o 521 zł za metr sześcienny. To właśnie te zmiany w hurcie przekładają się bezpośrednio na to, co kierowcy widzą na pylonach stacji paliw.
Źródło: PAP, tvp.info