- Prezes UOKiK Tomasz Chróstny ujawnia, że rok temu przekazał ABW informacje o Zondacrypto, sugerując zbadanie przepływów finansowych, co mogło zapobiec stratom.
- Upadek giełdy Zondacrypto w kwietniu spowodował straty klientów liczone w setkach milionów, a nawet miliardach złotych.
- Mimo wieloletnich śledztw i sygnałów o wątkach kryminalnych (m.in. zaginięcie założyciela), nie udało się zapobiec masowym oszustwom i praniu pieniędzy.
- UOKiK prowadził postępowanie w sprawie klauzul, ale podkreśla, że ogromne straty klientów wynikają z przestępstw, których wyjaśnienie leży w kompetencjach ABW i prokuratury.
Upadek Zondacrypto i pytanie o odpowiedzialność państwa
Czy strat liczonych w setkach milionów złotych można było uniknąć? To pytanie zadają sobie klienci giełdy Zondacrypto, która w kwietniu straciła płynność. Sprawa jest tym bardziej bulwersująca, że sygnały o nieprawidłowościach pojawiały się od dawna, a organy ścigania prześwietlały podmiot od kilku lat. — Zasadnicze pytanie dotyczy tego, jak mogło dojść do takiej sytuacji (...), a także co stało się z pieniędzmi poszkodowanych — stwierdził w rozmowie z Business Insider prezes Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów Tomasz Chróstny.
UOKiK ostrzegał ABW na rok przed katastrofą
Okazuje się, że kluczowe informacje mogły leżeć na biurkach służb specjalnych na długo przed upadkiem platformy. Choć UOKiK formalnie badał jedynie klauzule w regulaminach, to zauważone nieprawidłowości wykraczały poza jego kompetencje. Prezes UOKiK Tomasz Chróstny ujawnia, że już we wrześniu 2025 r. spotkał się z Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego, wskazując na potrzebę gruntownej analizy przepływów finansowych w Zondacrypto. Urząd nie mógł sam śledzić wątków przestępczych, ale alarmował, że sprawą muszą zająć się odpowiednie służby. — W styczniu 2025 r. wszczęliśmy formalne postępowanie. [...] Przede wszystkim badaliśmy klauzule w umowach i regulaminach funkcjonowania giełdy – stwierdził Chróstny.— Według informacji, które są obecnie przedmiotem działań organów ścigania, w sprawie pojawiły się bardzo poważne wątki dotyczące działalności przestępczej, prania brudnych pieniędzy, a także oszustw na dużą skalę. To są kwestie należące do kompetencji prokuratury oraz służb, a nie UOKiK — mówił BI szef urzędu.
We wrześniu w UOKiK na polecenie prokuratury pojawiła się policja. Funkcjonariusze zabezpieczyli dokumenty. Rok po tym, jak ten swoimi informacjami podzielił się ze służbami specjalnymi. — W świetle informacji publicznych, materiałów, które posiadaliśmy, oraz prowadzonego postępowania prokuratorskiego istniały bardzo poważne wątpliwości o charakterze karnym. Musiały zostać wyjaśnione przez prokuraturę i ABW — mówi prezes UOKiK. Jak czytamy, prokuratura przyspieszyła śledztwo dopiero po upadku giełdy.
Źródło: Business Insider