Spis treści
Obniżki dla kierowców, kłopot dla emerytów
Rząd Donalda Tuska ogłosił wielką ulgę dla kierowców obniżając VAT i akcyzę na paliwa oraz wprowadził maksymalne ceny na stacjach. Dzięki temu litr benzyny Pb95 ma kosztować maksymalnie 6,16 zł, benzyny 98 – 6,76 zł, a oleju napędowego – 7,60 zł.
Na pierwszy rzut oka wygląda to jak dobra wiadomość dla milionów kierowców. Ale to tylko jedna strona medalu. Z drugiej ekonomiści biją na alarm. Ich zdaniem działania rządu mogą mieć zupełnie nieoczekiwane skutki – także dla przyszłych emerytur Polaków.
Eksperci: budżet może stracić miliardy
Zdaniem analityków z Konfederacji Lewiatan, obniżenie podatków na paliwa oznacza ogromne ubytki w budżecie państwa. Według ich wyliczeń państwowa kasa może tracić nawet 1,6 miliarda złotych miesięcznie na niższej akcyzie i podatku VAT.
Jeśli rząd utrzyma tarczę paliwową do końca czerwca, dziura w finansach publicznych może sięgnąć aż 4,8 miliarda złotych. A to – jak ostrzegają ekonomiści – oznacza większy deficyt i nowe problemy dla finansów państwa.
Gdzie w tym wszystkim emerytury?
Ale to nie wszystko. Eksperci wskazują na jeszcze jeden efekt, o którym mało kto dzisiaj mówi. Jeśli rząd spróbuje zasypać powstałą dziurę nowymi podatkami, na przykład podatkiem od nadmiarowych zysków firm energetycznych, może to odbić się na giełdzie.
A spadki na giełdzie oznaczają mniej pieniędzy w funduszach inwestycyjnych i emerytalnych. „To może uderzyć w kapitał emerytalny Polaków” – ostrzegają analitycy Konfederacji Lewiatan.
Grozi nam turystyka paliwowa
Konfederacja Lewiatan zwraca też uwagę na jeszcze jeden możliwy problem. Jeśli paliwo w Polsce będzie wyraźnie tańsze niż w sąsiednich krajach, może pojawić się tzw. turystyka paliwowa.
To oznacza, że kierowcy z zagranicy będą przyjeżdżać do Polski tylko po to, by zatankować taniej. A to może jeszcze bardziej zwiększyć popyt na paliwo i wywołać nowe napięcia na rynku.
Rząd broni swojej decyzji
Mimo ostrzeżeń ekonomistów rząd przekonuje, że działania są konieczne. Władze tłumaczą, że chodzi przede wszystkim o ochronę kierowców i zahamowanie wzrostu inflacji, która przez drożejące paliwa znów zaczęła rosnąć.
W podobnym tonie wypowiada się ekonomista Marek Zuber. „Maksymalne ceny paliw to pomysł rodem z komuny. Jestem przeciwko takim działaniom, ale sytuacja jest nadzwyczajna. Dlatego mimo wszystko staram się zrozumieć intencje tego rządu” – dodał ekonomista.