PGR – Państwowe Gospodarstwa Rolne. Tak naprawdę wyglądała praca w PRL-u

2025-08-03 14:02

PGR, czyli Państwowe Gospodarstwa Rolne, to relikt PRL-u, który dla wielu pozostaje symbolem minionej epoki. Jak naprawdę wyglądała praca w PGR? I, czy Państwowe Gospodarstwa Rolne były oazą dla kombinatorów, czy szansą na rozwój zawodowy i awans społeczny. Odkryj nieznane fakty o życiu w PGR.

Super Biznes SE Google News

Tak tworzono gospodarstwa

Państwowe Gospodarstwa Rolne (PGR) zaczęły powstawać w Polsce w 1948 roku, cztery lata po zakończeniu II wojny światowej. Były one tworzone na bazie znacjonalizowanych majątków ziemskich, dawnych folwarków i gospodarstw. Często w skład PGR wchodziły pałace, dworki lub pałacyki, a także tzw. czworaki, czyli budynki mieszkalne dla pracowników.

PGR-y miały być symbolem nowego, socjalistycznego rolnictwa, opartego na wspólnym gospodarowaniu i centralnym planowaniu. W praktyce, stały się jednak miejscem, gdzie krzyżowały się różne interesy, a efektywność często ustępowała miejsca nieformalnym zasadom i zwyczajom.

Dzień pracy w PGR

Praca w PGR-ach, wbrew obiegowym opiniom, nie zawsze była "lekka, łatwa i przyjemna". Zależało to od specyfiki gospodarstwa, rodzaju wykonywanych prac oraz przełożonych. Wielu pracowników PGR wspomina jednak, że praca dawała poczucie stabilizacji i przynależności do społeczności.

Typowy dzień w PGR zaczynał się wcześnie rano. Pracownicy udawali się na pola, do obór, chlewów lub innych miejsc pracy, gdzie wykonywali powierzone im zadania. Często praca była ciężka i wymagająca fizycznie, szczególnie w okresie żniw, wykopków czy sianokosów.

W podworskich czworakach, gdzie mieszkali szeregowi pracownicy PGR, życie toczyło się swoim rytmem. W dawnych ziemiańskich siedzibach urzędowało kierownictwo, często w otoczeniu stylowych mebli, będących pozostałością po dawnych właścicielach.

Niepisane zasady 

Wokół PGR-ów narosło wiele legend, a jedną z nich jest ta o "niczyim" majątku. Wielu pracowników uważało, że skoro coś jest państwowe, to znaczy, że jest dostępne dla wszystkich. Ta niepisana zasada miała swoje konsekwencje.

Pracownicy PGR często korzystali z zasobów gospodarstwa na własne potrzeby. Ten, kto miał dostęp do spichlerza, mógł "pożyczyć" karmę dla kur, a ten, kto pracował w stodole, nie musiał martwić się o słomę na opał. Klucze do różnych pomieszczeń były w PGR podstawą egzystencji, a nieformalna wymiana dóbr kwitła.

Niepisana umowa między państwem a pracownikami PGR brzmiała: "państwowe jest niczyje". Wynoszenie ziarna czy innych produktów z PGR nie było traktowane jako kradzież, ale raczej jako forma rekompensaty za niskie zarobki i trudną pracę.

Elita dawnych folwarków

W Państwowych Gospodarstwach Rolnych, podobnie jak w każdym przedsiębiorstwie, ceniono specjalistów. Szczególnym szacunkiem cieszyli się ludzie potrafiący obsługiwać maszyny rolnicze, zwłaszcza ciągniki. Traktorzysta w PGR to był ktoś!

Specjaliści w PGR-ach mieli zwykle lepsze warunki pracy i wyższe zarobki. Często też dysponowali większą władzą i wpływami, np. poprzez dostęp do różnych zasobów i kluczy. Na tle innych pracowników PGR, specjalista jawił się jako "pan na włościach".

PGR-y, mimo swoich wad i problemów, dla wielu ludzi były szansą na zdobycie zawodu i awans społeczny. Praca w Państwowych Gospodarstwach Rolnych dawała stabilizację i poczucie bezpieczeństwa, a także możliwość zdobycia cennych umiejętności.

QUIZ: Życie w PRL-u. Puste sklepy i kartki na zakupy. Pamiętacie?
Pytanie 1 z 10
W stanie wojennym Polacy poznali herbatę Earl Grey, przysyłaną z Zachodu w charytatywnych paczkach. Aby osiągnąć podobny efekt, dodawali potem do zwykłej herbaty Madras:
Tak żyło się w stolicy w PRL-u. Wielka płyta, małe mieszkania i marzenia o wolności
Jemy co chcemy
PRL-owski budyń

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki