- Liczba deportacji z Polski gwałtownie wzrosła, osiągając 5640 w pierwszym półroczu, z rekordowymi miesiącami marcem i kwietniem, co świadczy o rosnącej skuteczności służb.
- Większość kosztów (85-90%) operacji powrotowych pokrywa Unia Europejska i Frontex, a eksperci podkreślają, że deportacje są tańsze niż utrzymywanie imigrantów w Polsce.
- Główne kierunki lotów deportacyjnych to Gruzja, Uzbekistan i Kolumbia, a powody obejmują nielegalny pobyt, naruszenie prawa czy zagrożenie bezpieczeństwa państwa.
- Polska nie domaga się zwrotu kosztów od krajów pochodzenia deportowanych, przedkładając dobre relacje międzynarodowe nad odzyskiwanie niewielkich kwot.
Rekordowa liczba deportacji z Polski. Skąd ten nagły wzrost?
Statystyki Straży Granicznej nie pozostawiają złudzeń. W pierwszej połowie 2026 roku loty deportacyjne objęły 5640 cudzoziemców, co w porównaniu do 4420 osób w tym samym okresie 2025 roku oznacza wzrost o 28 proc. To przyspieszenie jest jeszcze bardziej widoczne, gdy spojrzymy na dane z poprzednich lat. Całkowita liczba deportacji w 2022 roku była o połowę niższa niż tylko w ciągu ostatnich sześciu miesięcy.
Jak informuje rzecznik prasowy Komendanta Głównego Straży Granicznej Anna Sobieska-Tekień, zmieniają się też główne kierunki powrotów. „W 2025 r. najczęściej powracającymi drogą lotniczą byli obywatele Gruzji i Uzbekistanu, a w 2026 r. obywatele Gruzji i Kolumbii” – wyjaśnia. Dane obejmują zarówno osoby, które zgodziły się na dobrowolny wyjazd, jak i te deportowane przymusowo.
- 2022 r. – ok. 3800 deportacji
- 2023 r. – ok. 7300 deportacji
- 2024 r. – ok. 8550 deportacji
- 2025 r. – ok. 9700 deportacji
Zdaniem Wojciecha Dzięgla, eksperta Fundacji Pułaskiego, to efekt rosnącej skuteczności polskich służb i odpowiedzi na społeczne oczekiwania dotyczące szczelności granic.
Polecany artykuł:
Kto płaci za deportacje imigrantów z Polski?
To jedno z kluczowych pytań, na które nie ma prostej odpowiedzi. Teoretycznie koszty powinna ponosić osoba deportowana, ale w praktyce jest to martwy przepis. W rzeczywistości za wszystko płaci strona wydalająca, czyli Polska. Wydatki związane z organizacją i przeprowadzeniem deportacji pokrywane są zarówno ze środków budżetu państwa, jak i funduszy Unii Europejskiej, w tym agencji Frontex.
Straż Graniczna przyznaje, że nie prowadzi szczegółowych wyliczeń, ile dokładnie kosztuje to polskiego podatnika. Jak tłumaczy Anna Sobieska-Tekień, „podawanie cząstkowych wyliczeń Straży Granicznej nie odda rzeczywistej skali, a wręcz może zniekształcić obraz sytuacji”. Wiadomo jednak, że wsparcie z zewnątrz jest ogromne. Aż 85-90 proc. wszystkich operacji powrotowych odbywa się przy finansowym i logistycznym udziale Europejskiej Agencji Straży Granicznej i Przybrzeżnej.
Źródło: rp.pl
Polecany artykuł: