Spis treści
Rząd szuka oszczędności. Zmiany na liście darmowych leków już od października
Rząd Donalda Tuska szuka oszczędności w budżecie i, jak się okazuje, znalazł je w aptekach. Ministerstwo Zdrowia zapowiedziało właśnie zmiany, które mogą sporo namieszać na rynku farmaceutycznym i w domowych apteczkach wielu Polaków.
Już od października z listy darmowych leków mają zniknąć najdroższe preparaty, dla których istnieją tańsze zamienniki. To oznacza, że pacjenci, którzy do tej pory otrzymywali konkretny, droższy specyfik za darmo, będą musieli przestawić się na jego tańszy odpowiednik. Pierwsze cięcia zobaczymy już na jesiennej liście refundacyjnej.
Mówiąc wprost: jeśli na rynku dostępny jest lek z tą samą substancją czynną, ale w niższej cenie, resort zdrowia nie będzie już finansował tego droższego. To kluczowa zmiana w podejściu do programu, który do tej pory pozwalał na dużą swobodę w wyborze konkretnej marki leku.
Dlaczego Ministerstwo Zdrowia zmienia listę leków refundowanych?
Odpowiedź jest prosta: chodzi o pieniądze. I to niemałe. Program darmowych leków, choć potrzebny, staje się coraz większym obciążeniem dla budżetu państwa. Liczby, które podaje Narodowy Fundusz Zdrowia, mówią same za siebie.
Według danych NFZ, rosnące koszty programu darmowych leków sięgnęły w 2025 roku niemal 10 mld zł. Co ciekawe, choć od 2023 roku liczba pacjentów korzystających z programu wzrosła tylko o 4,4 proc., to wartość realizowanych recept skoczyła w tym samym czasie aż o 25 proc. To pokazuje, że problemem nie jest rosnąca liczba pacjentów, a coraz wyższe ceny finansowanych terapii.
Dodatkowo Fundusz zwrócił uwagę na ogromne różnice w cenach leków, które mają dokładnie ten sam skład. Analiza leków przeciwzakrzepowych pokazała, że za opakowanie preparatu z tą samą substancją czynną, w tej samej dawce, trzeba było zapłacić od 65,45 zł do nawet 370,07 zł. Ministerstwo Zdrowia uznało, że nie ma powodu, by budżet państwa dopłacał do najdroższych opcji, skoro na rynku są dostępne znacznie tańsze, a równie skuteczne alternatywy.
Co zmiany na liście darmowych leków oznaczają dla pacjentów?
Na papierze wszystko wygląda prosto: pacjent zamiast leku X dostanie lek Y o tym samym składzie. W praktyce, zwłaszcza dla osób starszych i schorowanych, taka zmiana może być źródłem ogromnego stresu i zamieszania. Lekarze już teraz biją na alarm, że biurokratyczna oszczędność może odbić się na zdrowiu pacjentów.
Główny problem polega na tym, że dla wielu seniorów przyzwyczajenie do konkretnego opakowania, nazwy i kształtu tabletki jest kluczowe dla regularnego przyjmowania leków. Dr Dominik Lewandowski, wiceprezes Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce, w rozmowie z „Dziennikiem Gazetą Prawną” podkreślał, że wprowadzenie bezpłatnych leków znacząco poprawiło regularność leczenia. Teraz ten efekt może zostać zaprzepaszczony.
Wprowadzenie bezpłatnych leków poprawiło regularność stosowania terapii. Częste zamiany preparatów mogą natomiast prowadzić do pomyłek i niepewności - powiedział wiceprezes Kolegium Lekarzy Rodzinnych w Polsce dr Dominik Lewandowski.
Lekarze obawiają się, że chaos związany ze zmianami na liście leków refundowanych może doprowadzić do groźnych pomyłek. Pacjent, który od lat bierze ten sam lek, może po prostu nie zaufać nowemu preparatowi, pomylić dawkowanie albo, w obawie przed błędem, w ogóle przestać go przyjmować. To realne zagrożenie, którego nie można lekceważyć w imię cięcia kosztów.
Polska uzależni się od leków z Chin? Eksperci o skutkach reformy
Oszczędności w budżecie to jedno, ale co z bezpieczeństwem lekowym całego kraju? Okazuje się, że cięcia na liście darmowych leków mogą mieć drugie, znacznie groźniejsze dno. Eksperci z rynku farmaceutycznego ostrzegają, że polityka najniższej ceny, którą chce wprowadzić Ministerstwo Zdrowia, to prosta droga do uzależnienia Polski od dostaw z Azji.
Jerzy Przystajko, farmaceuta i ekspert ochrony zdrowia, zwraca uwagę na fundamentalne ryzyko. Jeśli jedynym kryterium decydującym o tym, czy lek znajdzie się na liście refundacyjnej, będzie niska cena, europejscy producenci mogą zacząć przegrywać z gigantami z Chin i Indii.
Eksperci ostrzegają, że nowe zasady, jakimi będzie kierować się Ministerstwo Zdrowia przy tworzeniu listy leków refundowanych, mogą długofalowo zagrozić bezpieczeństwu lekowemu Polski. W praktyce oznacza to, że kluczowe dla zdrowia Polaków leki nie będą produkowane w Europie, a ich dostępność będzie w pełni zależna od sytuacji politycznej i gospodarczej w Azji. Wystarczy kryzys, zamknięcie fabryk czy problemy logistyczne, by polskie apteki zaczęły świecić pustkami.
Podsumowując, rządowa reforma to miecz obosieczny. Z jednej strony przyniesie budżetowi państwa wymierne oszczędności. Z drugiej jednak, wprowadzi zamieszanie wśród pacjentów i, co znacznie groźniejsze, może w perspektywie kilku lat podważyć stabilność całego systemu zaopatrzenia Polaków w leki.
