- Senacka komisja popiera ustawę o zabezpieczeniu społecznym artystów.
- Państwo ma dopłacać do składek ZUS i NFZ twórcom o niskich dochodach.
- Koszt w pierwszym roku to 374 mln zł, ma objąć ok. 20 tys. osób.
- Większość Polaków jest przeciwna dopłatom i chce dymisji ministry kultury.
- O losie ustawy zdecyduje podpis prezydenta Karola Nawrockiego.
Co zakłada ustawa o statusie artysty zawodowego?
Senacka Komisja Kultury i Środków Przekazu dała zielone światło dla projektu, który budzi ogromne emocje. Chodzi o nowe przepisy, które mają systemowo wesprzeć twórców. Wielu z nich przez lata pracowało poza systemem – bez ubezpieczenia zdrowotnego i bez odkładania na emeryturę. Wszystko przez specyfikę zawodu: praca od projektu do projektu, nieregularne zarobki i umowy o dzieło, które nie dają żadnej ochrony.
Minister kultury Marta Cienkowska tłumaczy, że celem jest po prostu normalność.
Jej podstawowy cel jest prosty. Zapewnić osobom wykonującym zawody artystyczne dostęp do ubezpieczeń społecznych i zdrowotnych z uwzględnieniem specyfiki ich pracy – wyjaśniała podczas posiedzenia komisji.
Kluczowym elementem zmian jest wprowadzenie formalnego statusu artysty zawodowego. Nowa ustawa o statusie artysty zawodowego przewiduje, że o jego przyznaniu będzie decydował dyrektor Centrum Edukacji i Pracy Artystycznej po zasięgnięciu opinii specjalnej komisji. Taki status ma być ważny przez 3 lata. Jeśli ktoś będzie aktywny zawodowo przez co najmniej 9 lat, będzie mógł go przedłużyć nawet na 5 lat. To ma być obiektywne potwierdzenie, że dana osoba faktycznie utrzymuje się z działalności twórczej.
Ile wyniosą dopłaty dla artystów i kto je dostanie?
Plan rządu Donalda Tuska jest taki, że państwo będzie pomagać artystom o najniższych dochodach w opłacaniu składek na ubezpieczenia społeczne (ZUS), zdrowotne (NFZ), a także na Fundusz Pracy i Fundusz Emerytur Pomostowych. Portal Biznes.wprost.pl tłumaczy, że chodzi o to, by w miesiącach, kiedy twórca zarabia bardzo mało lub wcale, jego składki były uzupełniane do poziomu tych, które płaci się od minimalnego wynagrodzenia za pracę.
Kto konkretnie może liczyć na wsparcie? Zasady są dość precyzyjne.
- Próg dochodowy: Dopłaty dla artystów trafią do osób, których średni przychód z ostatnich trzech lat nie przekroczy 125 proc. minimalnego wynagrodzenia, czyli 6007,50 zł brutto. Oznacza to, że bazowe minimalne wynagrodzenie brane pod uwagę w tych wyliczeniach wynosi 4806 zł brutto.
- Mechanizm: Pieniądze nie trafią do ręki artysty. System ma działać automatycznie. W miesiącach, gdy dochody twórcy będą zbyt niskie, dopłata zostanie bezgotówkowo przelana bezpośrednio na jego konto w ZUS i do NFZ.
- Wykluczenia: Co ważne, z dopłat nie skorzystają artyści, którzy prowadzą własną działalność gospodarczą.
Według szacunków rządu Tuska, z nowych przepisów ma skorzystać około 20 tysięcy najgorzej zarabiających twórców w Polsce. Wprowadzenie ustawy będzie kosztować budżet państwa w pierwszym roku 374 mln zł. Z tej kwoty same dopłaty do składek to 252 mln zł, a przewidywany koszt zasiłków chorobowych, do których artyści zyskają prawo, to kolejne 101 mln zł.
Polacy nie chcą dopłacać artystom. Sondaże są bezlitosne
Choć projekt ustawy gładko przeszedł przez senacką komisję, to na poziomie opinii publicznej zderza się z potężnym murem. Okazuje się, że rząd Donalda Tuska forsuje zmiany, których nie chce większość społeczeństwa. Z badań, które Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego zleciło w lipcu 2026 roku, ale których wyników początkowo nie chciało ujawniać, płyną jednoznaczne wnioski.
Jak ustalił portal Wp.pl, który dotarł do utajnionego raportu, poparcie dla projektu jest minimalne. Z badań wynika, że aż 58 proc. Polaków jest przeciwnych dopłatom dla artystów, a pomysł popiera zaledwie 22 proc. badanych.
Co więcej, niechęć do samych przepisów przekłada się bezpośrednio na ocenę ich głównej autorki. Zgodnie z sondażem United Surveys zrealizowanym dla WP na początku lipca, aż 54,6 proc. ankietowanych uważa, że ministra kultury Marta Cienkowska powinna zostać zdymisjonowana za forsowanie tej ustawy. Przeciwnego zdania jest tylko 30,7 proc. respondentów.
Teraz ustawa trafi pod obrady całego Senatu, a następnie na biurko prezydenta. Ostatecznie to od podpisu prezydenta Karola Nawrockiego zależeć będzie, czy kontrowersyjne przepisy wejdą w życie.