Średnia krajowa pensja wzrośnie do 10 tys. zł? Jest jeden haczyk

2026-05-11 8:50

Rząd Donalda Tuska prognozuje, że średnia krajowa w 2027 roku sięgnie niemal 10 tys. zł brutto. To efekt ożywienia gospodarczego i dobrej sytuacji na rynku pracy. Jest jednak haczyk. Coraz więcej Polaków, zarabiając przeciętne wynagrodzenie, wpadnie w drugi próg podatkowy.

Dłonie trzymające banknoty 100 złotych, symbolizujące rosnące pensje i wpływ inflacji na dochody Polaków. Więcej o prognozach średniej krajowej i drugim progu podatkowym przeczytasz na Super Biznes.

i

Autor: Shutterstock Dłonie trzymające banknoty 100 złotych, symbolizujące rosnące pensje i wpływ inflacji na dochody Polaków. Więcej o prognozach średniej krajowej i drugim progu podatkowym przeczytasz na Super Biznes.
  • Rząd prognozuje, że średnia pensja przekroczy 10 000 zł brutto w 2028 r., osiągając blisko 11 600 zł do 2030 r.
  • Wzrost płac bez zmian w podatkach oznacza, że coraz więcej osób, w tym pracownicy budżetówki, wpadnie w drugi próg podatkowy, płacąc 32% PIT.
  • Minister Finansów odrzuca propozycję podniesienia drugiego progu podatkowego do 140 000 zł, argumentując to wysokim deficytem i kosztem 11 mld zł.

Rząd Donalda Tuska prognozuje: średnia krajowa sięgnie 10 tys. zł

Rząd Donalda Tuska przyjął dokument "Założenia makroekonomiczne na lata 2026-2030", z którego wynika, że Polaków czeka dalszy, dynamiczny wzrost wynagrodzeń. To na podstawie tych prognoz powstają kolejne budżety państwa. Według tego scenariusza, przeciętne wynagrodzenie w gospodarce narodowej w 2027 roku ma wynieść 9 971 zł brutto. Już rok później, w 2028 roku, średnia pensja ma przekroczyć psychologiczną barierę 10 tys. zł, a w 2030 roku sięgnąć prawie 11,6 tys. zł brutto.

Jak czytamy w rządowym dokumencie, pensje mają rosnąć szybciej niż inflacja. "Głównymi czynnikami sprzyjającymi wzrostom wynagrodzeń są ożywienie gospodarcze oraz korzystna sytuacja na rynku pracy, gdzie pracownicy nadal posiadają silną pozycję negocjacyjną" – wskazują autorzy analizy.

Trzeba jednak pamiętać, że to optymistyczny scenariusz bazowy. Nie uwzględnia on na przykład ewentualnych wahań cen surowców na świecie. Poza tym dla portfeli Polaków kluczowe jest to, ile dostają na rękę. Obecnie średnia pensja netto to ok. 6,7 tys. zł, a w 2030 roku ma to być 8,2 tys. zł.

EKG 2026 - Tomasz Chróstny, prezes UOKiK

Wyższa pensja to pułapka? Czym jest drugi próg podatkowy?

Wzrost nominalnych pensji bez zmian w systemie podatkowym tworzy poważny problem. Chodzi o drugi próg podatkowy, który od lat stoi w miejscu i wynosi 120 tys. zł dochodu rocznie. Osoby, które go przekroczą, zamiast 12 proc. podatku PIT, od nadwyżki ponad tę kwotę płacą stawkę 32 proc.

Co to oznacza w praktyce? Zarabiając średnią krajową, która w 2027 roku ma wynieść prawie 10 tys. zł brutto miesięcznie, bardzo łatwo będzie wpaść w wyższy próg podatkowy. Wystarczy premia, nagroda roczna czy popularna "trzynastka", by roczny dochód przekroczył 120 tys. zł. Problem w tym, że od lat nie ruszano progów podatkowych, przez co coraz więcej Polaków wpada w drugi próg podatkowy nie dlatego, że nagle stali się bogaci, ale dlatego, że ich nominalne pensje rosną. Z szacunków wynika, że już w zeszłym roku w drugim progu mogło się znaleźć nawet 2,5 mln pracujących.

– Progi podatkowe od lat są niedostosowane do inflacji i wzrostu płac, coraz więcej Polaków trafia do wyższego progu nie dlatego, że stali się zamożniejsi w sensie realnym, lecz dlatego, że nominalne zarobki po prostu rosną. Projekt to krok ku uczciwej indeksacji systemu, nie zaś przywilej dla bogatych

– mówi Faktowi Piotr Juszczyk, ekspert podatkowy inFaktu.

Minister finansów Andrzej Domański mówi "nie" zmianom w podatkach

Pomysł podniesienia drugiego progu podatkowego pojawił się nawet wewnątrz rządu. Minister funduszy i polityki regionalnej Katarzyna Pełczyńska-Nałęcz proponowała, by podnieść go do 140 tys. zł. Na takie rozwiązanie nie zgadza się jednak resort finansów.

Minister finansów Andrzej Domański jasno stwierdził jednak, że na razie takich zmian nie będzie, a w rządowych prognozach do 2030 roku nie ma o tym mowy. Szef resortu finansów tłumaczy tę decyzję trudną sytuacją budżetową. Jak wyjaśniał pod koniec kwietnia w radiu ZET, koszt takiej zmiany to około 11 mld zł.

– Mamy duże potrzeby budżetowe, mamy wciąż niestety wysoki deficyt. To jest koszt rzędu 11 mld zł. To nie są małe pieniądze. Potrzebujemy prowadzić politykę budżetową, która pozwoli nam realizować kluczowe programy społeczne – wyjaśniał minister Andrzej Domański.

Źródło: Fakt

Quiz. Co było na kartki w PRL-u? Jeśli dobrze odpowiesz na 8 pytań, rządzisz!
Pytanie 1 z 10
Do którego roku obowiązywały w Polsce kartki na żywność?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki