- Rząd Donalda Tuska zapowiada rekordowe inwestycje infrastrukturalne, ale branża budowlana ma poważne obawy.
- Główny problem to niestabilność rynku: potężna stagnacja w 2024 roku i zapowiedź ich gwałtownej kumulacji w 2025.
- Wieloletnie kontrakty są obarczone ogromnym ryzykiem z powodu globalnych kryzysów.
- Firmy budowlane apelują o wprowadzenie waloryzacji kontraktów bez limitów
Rząd Donalda Tuska zapowiada dekadę rekordowych inwestycji. Minister Aktywów Państwowych Borys Budka mówi o ogromnych pieniądzach, które mają trafić na rynek – sam segment energetyczny to nawet 800 miliardów złotych. Do tego dochodzą wielkie projekty drogowe i kolejowe. Teoretycznie to świetna wiadomość dla firm, które od lat udowadniają, że mają potencjał do realizacji największych kontraktów. W praktyce jednak pojawia się poważny problem, na który zwraca uwagę Piotr Laska, członek zarządu firmy Strabag.
Wyzwania branży budowlanej
Okazuje się, że największym wyzwaniem nie jest brak zleceń, ale ich skrajna nierównomierność w czasie. To, co martwi branżę, to stabilność planowania, a właściwie jej brak. Piotr Laska wskazuje na ogromny kontrast między obecnym a przyszłym rokiem.
W 2024 roku Generalna Dyrekcja Dróg Krajowych i Autostrad oraz PKP Polskie Linie Kolejowe ogłosiły przetargi na łączną kwotę niespełna 5 miliardów złotych, co branża budowlana odbiera jako potężną stagnację. Tymczasem prognozy na 2025 rok wyglądają zupełnie inaczej. Sama spółka PKP PLK planuje postępowania za 30 miliardów złotych, a GDDKiA za kolejne 14 miliardów. Taka sinusoida jest dla firm ogromnym obciążeniem.
– Trudno jest nam planować potencjał na przyszłość. Bowiem maszyny możemy odstawić na plac, ale ludzi nie. A zależy nam na tym, żeby stabilnie i długofalowo budować ten kraj – tłumaczy Piotr Laska. Firmy nie są w stanie w jednym roku zwalniać wykwalifikowanych pracowników z powodu braku zleceń, by w kolejnym gorączkowo szukać rąk do pracy przy skumulowanych projektach. To prosta droga do chaosu, opóźnień i wzrostu kosztów.
Waloryzacja kontraktów
Równie palącym problemem, jest sposób rozliczania wieloletnich umów. Inwestycje infrastrukturalne, zwłaszcza te realizowane w systemie "projektuj i buduj", trwają latami. Od momentu złożenia oferty do przecięcia wstęgi mija nawet pięć lat. W tym czasie świat potrafi wywrócić się do góry nogami, co pokazały ostatnie lata – pandemia, wojna w Ukrainie czy konflikt na Bliskim Wschodzie. Każde z tych zdarzeń, nazywanych "czarnymi łabędziami", gwałtownie wpływa na ceny materiałów, paliwa i koszty pracy.
Dlatego branża budowlana od dawna apeluje o partnerskie podejście i sprawiedliwy podział ryzyka z inwestorem, którym najczęściej jest państwo. Rozwiązaniem ma być waloryzacja kontraktów. To mechanizm, który pozwala dostosować wartość umowy do rosnących kosztów, których nie dało się przewidzieć w momencie składania oferty.
Piotr Laska, członek zarządu Strabag podczas kongresu EKG w Katowicach przyznaje, że takie rozwiązania już funkcjonują, ale ich limity są niewystarczające.
Stabilność i mechanizmy finansowe
Choć zapowiedzi rządu Donalda Tuska dotyczące boomu inwestycyjnego są dla branży budowlanej obiecujące, firmy potrzebują przede wszystkim stabilności. Chodzi zarówno o równomierne rozłożenie przetargów w czasie, jak i o stworzenie sprawiedliwych mechanizmów finansowych, które uchronią je przed skutkami nieprzewidywalnych kryzysów. Bez tego realizacja ambitnych planów infrastrukturalnych może okazać się znacznie trudniejsza i droższa niż ktokolwiek zakłada.
