Ważna decyzja dla firm. KE ściga Niemcy za wizy dla pracowników

2026-02-10 12:30

Komisja Europejska uruchomiła procedurę naruszeniową wobec Niemiec. Chodzi o kontrowersyjne wizy dla pracowników delegowanych spoza UE. Decyzja to ogromna nadzieja dla polskich firm, które przez niemieckie przepisy traciły miliardy i nie mogły wysyłać swoich ludzi do pracy.

Flaga Niemiec powiewająca na tle historycznego budynku Reichstagu, co symbolizuje decyzję KE ścigającą Niemcy za wizy dla pracowników spoza UE. Więcej o procedurze naruszeniowej przeczytasz na Super Biznes.

i

Autor: Ingo Joseph Flaga Niemiec powiewająca na tle historycznego budynku Reichstagu, co symbolizuje decyzję KE ścigającą Niemcy za wizy dla pracowników spoza UE. Więcej o procedurze naruszeniowej przeczytasz na Super Biznes.

 Bruksela wszczyna procedurę naruszeniową wobec Niemiec. O co chodzi?

  • Komisja Europejska wszczęła procedurę naruszeniową wobec Niemiec za wymaganie dodatkowej wizy (tzw. wizy Vander Elst) od pracowników spoza UE delegowanych przez firmy z innych krajów członkowskich.
  • Niemieckie wymogi wizowe utrudniały polskim firmom delegowanie pracowników (np. z Ukrainy) i skutkowały miliardowymi stratami oraz przypadkami zatrzymań i deportacji pracowników posiadających legalne zezwolenia na pobyt w Polsce.
  • Uzyskanie wizy Vander Elst jest w praktyce niewykonalne ze względu na brak wolnych terminów i skomplikowane procedury.

Komisja Europejska wzięła pod lupę przepisy naszego zachodniego sąsiada. Chodzi o praktykę, która od lat utrudniała życie polskim przedsiębiorcom. Niemcy zmuszały firmy do wyrabiania dodatkowych wiz dla pracowników spoza Unii Europejskiej (np. z Ukrainy), nawet jeśli ci mieli już legalny pobyt i pozwolenie na pracę w Polsce. To tzw. wiza Vander Elst.

Problem w tym, że taki pracownik, delegowany przez polską firmę do pracy w Niemczech nawet na krótki okres, musiał starać się o specjalny dokument w niemieckiej ambasadzie. Komisja Europejska rozpoczęła oficjalną procedurę naruszeniową wobec Niemiec, uznając, że taki wymóg jest niezgodny z prawem unijnym. Zdaniem Brukseli ogranicza to fundamentalną swobodę świadczenia usług, która gwarantuje firmom z UE możliwość działania na terenie całej Wspólnoty.

Niemcy dostały dwa miesiące na odpowiedź i zmianę swoich regulacji. Jeśli tego не zrobią, Komisja może skierować sprawę do Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.

SKARGA DO TSUE W SPRAWIE MERCOSUR NA DNIACH!

Wiza Vander Elst, czyli jak Niemcy blokowały polskie firmy

Decyzja Brukseli to efekt wieloletnich apeli i analiz, m.in. ze strony Europejskiego Instytutu Mobilności Pracy. Jego prezes, Stefan Schwarz, nie kryje zadowolenia.

– Decyzja KE była dla nas miłym zaskoczeniem, ponieważ potwierdziła prezentowane przez nas od lat stanowisko, że wymóg uzyskania dodatkowych wiz stanowi naruszenie artykułu 56 Traktatu o funkcjonowaniu Unii Europejskiej – powiedział PAP Stefan Schwarz.Jak tłumaczy, w praktyce niemieckie przepisy po prostu blokowały możliwość wysyłania pracowników spoza UE do pracy za Odrą. W praktyce dodatkowe wizy dla pracowników delegowanych były niemal niemożliwe do zdobycia, co skutecznie blokowało działalność wielu polskich firm na niemieckim rynku.

Uzyskanie wizy Vander Elst graniczyło z cudem. System rezerwacji wizyt w niemieckich konsulatach niemal zawsze pokazywał brak wolnych terminów. A nawet jeśli komuś udało się umówić, czekała go droga przez mękę: osobiste stawiennictwo, góra dokumentów i zasada, że jednocześnie można złożyć tylko jeden wniosek. To czyniło całą procedurę bezużyteczną, gdy firma chciała wysłać do pracy cały zespół.

Miliardowe straty i upokarzani pracownicy. Jaki będzie finał sporu?

Biurokratyczna bariera to jedno. Drugie to realne straty finansowe i ludzkie dramaty. Dr Marcin Kiełbasa, ekspert Instytutu, szacuje, że polskie firmy z powodu niemieckich przepisów traciły miliardy. Część z nich po prostu zrezygnowała z zatrudniania obcokrajowców. Inne ryzykowały, wysyłając ludzi bez wymaganej wizy.

Konsekwencje były często szokujące. Stefan Schwarz opisuje przypadki, które mrożą krew w żyłach.

– Mamy udokumentowanych wiele przypadków, w których pracownicy delegowani przez polskie przedsiębiorstwa byli zatrzymywani przez niemiecką policję federalną i odwożeni siłą do granicy z Polską, mimo że posiadali dokumenty poświadczające legalny pobyt i zatrudnienie w Polsce – mówi prezes Instytutu.Jak dodaje, deportacjom towarzyszył często dwuletni zakaz wjazdu do Niemiec lub nawet całej strefy Schengen. Pracownicy byli poddawani rewizjom osobistym i przesłuchiwani. Czasem, jak relacjonuje Schwarz, byli po prostu „zostawiani w środku lasu przy drodze, z wyładowanymi telefonami”.

QUIZ. Z jakiego państwa pochodzi ta słynna firma? Choć raz się pomylisz!
Pytanie 1 z 10
No to zaczynamy. Z jakiego państwa wywodzi się firma Orange?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki