- Analizy rynkowe potwierdzają, że nadprodukcja ziemniaków w Europie Zachodniej wywiera presję na obniżenie cen skupu również w Polsce
- Opłacalność uprawy ziemniaków w 2026 roku drastycznie spada z powodu podwojenia cen sadzeniaków i prognozowanego spadku cen w skupie o 45%
- Eksperci ujawniają, że wysoki koszt kwalifikowanych sadzeniaków wynika z nakładów produkcyjnych sięgających nawet 40 tysięcy złotych na hektar
- Rezygnacja z certyfikowanego materiału to pozorna oszczędność, która wiąże się z ogromnym ryzykiem fitosanitarnym i spadkiem plonów
Droższe sadzeniaki i niższe ceny skupu. Jaka przyszłość czeka plantatorów?
Początek sezonu 2026 przynosi plantatorom ziemniaków poważne powody do niepokoju. Jak alarmuje Ryszard Szaroleta, prezes Związku Polskich Przetwórców Ziemniaka (ZPPZ) Luboń, koszty zakupu kwalifikowanych sadzeniaków mogą sięgnąć w tym roku nawet 5 tysięcy złotych na hektar. To dwukrotny wzrost w porównaniu z rokiem ubiegłym, kiedy na ten sam cel wystarczyło przeznaczyć około 2,5 tysiąca złotych. Ten gwałtowny skok nakładów idzie w parze z niekorzystnymi prognozami cen skupu. Oczekuje się, że cena ziemniaków skrobiowych spadnie z 2,45 zł za kilogram w 2025 roku do zaledwie 1,35 zł w bieżącym sezonie, co oznacza spadek o blisko 45% i stawia opłacalność całej produkcji pod ogromnym znakiem zapytania. Sytuację dodatkowo komplikuje nadprodukcja z ubiegłego roku, gdy według danych Głównego Urzędu Statystycznego (GUS) zebrano około 7 milionów ton, a także import, który sięgnął blisko 178 tysięcy ton, głównie z Niemiec.
Presja na obniżanie cen surowca nie jest problemem wyłącznie polskim. Analitycy rynkowi zwracają uwagę, że nadprodukcja ziemniaków w czołowych krajach europejskich, takich jak Niemcy, Dania czy Niderlandy, daje przetwórcom silną pozycję do negocjowania niższych stawek. Ten europejski trend potwierdzają informacje z Francji, gdzie tamtejsza organizacja producentów UNPT ostrzega przed możliwą obniżką cen ziemniaków dla przetwórstwa nawet o 25 procent w 2026 roku. Sygnały płynące z rynków zachodnich mogą zapowiadać dalsze pogorszenie warunków dla polskich rolników. Już teraz zmagają się oni z rosnącą przepaścią między kosztami a przychodami, co stanowi realne zagrożenie dla stabilności ich gospodarstw.
Dlaczego kwalifikowane sadzeniaki są tak drogie? Analiza kosztów i ryzyka
Producenci materiału sadzeniakowego wyjaśniają, że wysokie ceny kwalifikatu nie biorą się znikąd, lecz wynikają ze specyfiki i wysokich kosztów ich działalności. Eksperci z branży nasiennej podkreślają, że koszt wyprodukowania sadzeniaków na jednym hektarze to nawet 40 tysięcy złotych. Warto przy tym pamiętać, że jest to rynek bardzo wąski, na którym w całej Polsce działa zaledwie około 170 firm i gospodarstw. Jak informuje Jarosław Stawiszyński z firmy EUROPLANT, ceny są zróżnicowane w zależności od przeznaczenia bulw. Odmiany jadalne kosztują około 3 tys. zł za tonę, bardzo wczesne osiągają ceny od 4 do 5 tys. zł za tonę, a odmiany skrobiowe i chipsowe wyceniane są na 2,5 do 3 tys. zł za tonę. Specjaliści prognozują jedynie niewielką, kilkuprocentową korektę cen w dół, która obejmie głównie odmiany jadalne. Ceny odmian dla przetwórstwa prawdopodobnie pozostaną stabilne ze względu na obowiązujące kontrakty wieloletnie.
Na rentowność produkcji sadzeniaków wpływają także stosunkowo niskie plony handlowe. Z jednego hektara udaje się uzyskać zaledwie 20-25 ton bulw o pożądanym przez rolników kalibrażu, czyli od 35 do 55 mm. Do tego dochodzą potężne koszty przechowywania, które według Agnieszki Płotki z Agrico Polska mogą wynieść nawet 13 tysięcy złotych na hektar za okres od listopada do kwietnia. Ogromnym obciążeniem jest również ryzyko związane z chorobami roślin, które producenci sadzeniaków muszą ponosić w całości sami. Mimo apeli Sejmowej Komisji Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Ministerstwo Rolnictwa nie zdecydowało się na przywrócenie systemu odszkodowań za straty spowodowane groźną bakteriozą pierścieniową ziemniaka. Taka sytuacja skutecznie zniechęca do inwestowania w tę wymagającą i ryzykowną gałąź rolnictwa.
Ryzykowne oszczędności i brak przechowalni. Tak rolnicy walczą z kryzysem
Trudna sytuacja ekonomiczna zmusza plantatorów do szukania oszczędności, co niestety może negatywnie odbić się na całym sektorze. Ryszard Szaroleta z ZPPZ Luboń zauważa, że coraz więcej rolników zastanawia się nad rezygnacją z zakupu certyfikowanego materiału i wykorzystaniem sadzeniaków z własnego rozmnożenia. Choć takie rozwiązanie pozwala obniżyć koszty na starcie, wiąże się z ogromnym ryzykiem fitosanitarnym dla upraw i może prowadzić do znacznego spadku plonów. Prognozy rynkowe również nie są optymistyczne. Jak przewiduje Wioleta Zawiejska-Dubiak z MTPG, wysokie ceny kwalifikatu przy niskiej opłacalności produkcji mogą spowodować w 2026 roku spadek popytu na sadzeniaki, a w konsekwencji zmniejszenie areału upraw ziemniaków w Polsce. Pozycję rolników dodatkowo osłabia brak nowoczesnych przechowalni, który wielu z nich zmusza do sprzedaży zbiorów tuż po wykopkach, często po bardzo niekorzystnych cenach.
