- Wysokie ceny soi i dopłaty sprawiają, że jej uprawa jest obecnie znacznie bardziej dochodowa niż uprawa zbóż
- Doświadczenia polowe dowodzą, że pszenica zasiana po soi plonuje średnio o tonę z hektara wyżej
- Wycofanie kluczowej substancji czynnej, metrybuzyny, zmusza do zmiany strategii ochrony herbicydowej soi od 2026 roku
- Eksperci wskazują, że Polska potrzebuje upraw soi na areale ponad miliona hektarów, by osiągnąć bezpieczeństwo białkowe
Ile można zarobić na soi? Ceny, dopłaty i korzyści dla gleby
Coraz więcej rolników w Polsce przekonuje się do uprawy soi, a głównym powodem są finanse. W sytuacji, gdy na przełomie 2025 i 2026 roku ceny pszenicy, jak podają portale Wieści Rolnicze i AgroFakt, spadły do poziomu 680-870 zł za tonę, soja stanowiła znacznie bardziej dochodową alternatywę. Stawki w skupach sięgały bowiem od 1800 do nawet 2200 zł za tonę. Niezbyt optymistycznie wyglądają też prognozy banku Credit Agricole na koniec 2026 roku, które przewidują cenę pszenicy w okolicach zaledwie 800 zł za tonę. Z analizy kosztów opublikowanej przez serwis Strefa Agro wynika, że przy średnim plonie na poziomie 3 ton z hektara i cenie 1800 zł za tonę, czysty zysk z uprawy soi może wynieść około 834 zł z hektara. Dodatkowym wsparciem dla rentowności są dopłaty, które według Wieści Rolniczych obejmują średnio 204 euro na hektar do roślin strączkowych oraz 115 zł na hektar w ramach pomocy de minimis na zakup kwalifikowanego materiału siewnego.
Poza czystym zyskiem, soja wnosi do gospodarstwa wiele korzyści agrotechnicznych, które procentują w kolejnych latach. Jak informuje Sandomierski Ośrodek Doradztwa Rolniczego, dzięki naturalnej symbiozie z bakteriami brodawkowymi roślina ta potrafi związać z powietrza i zostawić w glebie około 60 kg azotu na hektar. Dla rolnika oznacza to konkretne oszczędności na nawożeniu mineralnym. Co więcej, soja poprawia strukturę i żyzność gleby, co czyni ją znakomitym przedplonem, zwłaszcza dla zbóż. Doświadczenia polowe, na które powołuje się firma Agrolok, pokazują, że pszenica zasiana po soi plonuje średnio o pół do jednej tony z hektara wyżej niż na stanowisku po innym zbożu. Pewność uprawy zwiększa też dostęp do odmian dobrze sprawdzonych w polskich warunkach. Przykładem jest Amiata, której wysoki potencjał od czterech lat potwierdzają zarówno oficjalne badania Centralnego Ośrodka Badania Odmian Roślin Uprawnych (COBORU), jak i praktyka rolnicza na polach wielkoobszarowych.
Rekordowy areał uprawy soi w Polsce. Skąd niższe plony i nowe problemy?
W 2025 roku powierzchnia uprawy soi w Polsce osiągnęła historyczny wynik 100 tysięcy hektarów. To imponujący, czterokrotny wzrost w ciągu zaledwie czterech lat, biorąc pod uwagę, że w 2021 roku było to zaledwie 25,5 tys. hektarów. Jak podaje serwis Agroprofil, tylko w stosunku do poprzedniego roku areał powiększył się o 20 tys. hektarów. Niestety, za rekordowym zainteresowaniem nie nadążyła pogoda. Wyjątkowo chłodna wiosna, z majowymi temperaturami znacznie poniżej średniej wieloletniej, spowodowała, że rośliny wschodziły późno i nierównomiernie, a cały okres wegetacji uległ wydłużeniu. W efekcie plony były niższe niż przed rokiem. Dla wczesnych odmian wyniosły średnio 2,9 tony z hektara, czyli o 0,7 tony mniej. Różnice regionalne były wyraźne: na północy kraju rolnicy zbierali około 2,3 tony z hektara, podczas gdy na południu plony sięgały 3,4 tony.
Miniony sezon postawił przed plantatorami również nowe wyzwania agrotechniczne, z którymi trzeba będzie sobie radzić w kolejnych latach. Jak czytamy na portalu Top Agrar Polska, coraz poważniejszym problemem, zwłaszcza w początkowym okresie wzrostu, stają się gołębie. Ptaki te potrafią w ciągu kilku dni doszczętnie zniszczyć młodą plantację. Jednak kluczową zmianą jest utrata ważnego narzędzia w ochronie herbicydowej. Rok 2025 był ostatnim sezonem, w którym można było legalnie stosować metrybuzynę. Wycofanie tej popularnej substancji czynnej zmusza rolników do poszukiwania nowych, skutecznych strategii walki z chwastami. Wśród rozważanych rozwiązań znajdują się między innymi kombinacje chlomazonu z petoksamidem i metobromuronem, a także powschodowe zabiegi korekcyjne z użyciem imazamoksu.
Ile soi brakuje w Polsce? Potencjał uprawy a import i bezpieczeństwo białkowe
Polska wciąż jest silnie uzależniona od importu białka do produkcji pasz. Stowarzyszenie Polska Soja szacuje, że co roku sprowadzamy około 2,7 miliona ton śruty sojowej, głównie z krajów Ameryki Południowej. Aby pokryć ten deficyt własną produkcją, potrzebowalibyśmy upraw soi na areale od 1,2 do 1,3 miliona hektarów. Gdy zestawimy tę liczbę z obecnymi 100 tysiącami hektarów, widać ogromną przestrzeń do rozwoju. Eksperci oceniają, że potencjał uprawy tej rośliny w naszym kraju sięga nawet 700 tysięcy hektarów. Właśnie dlatego Stowarzyszenie Polska Soja apeluje o uznanie soi za roślinę strategiczną w ramach Wspólnej Polityki Rolnej i objęcie jej specjalną, dedykowaną płatnością bezpośrednią. Taki krok mógłby znacząco przyspieszyć budowę krajowego bezpieczeństwa białkowego i uniezależnić nas od importu, którego ceny kształtują wahania na światowych giełdach oraz globalna produkcja, która w sezonie 2025/26 osiągnęła rekordowe 425,7 mln ton.