Będzie nowa koalicja - Morawiecki-PSL-Bezpartyjni Samorządowcy?

2026-04-18 12:00

Choć do wyborów parlamentarnych teoretycznie jeszcze półtora roku, przygotowania do nich idą pełną parą. Michał Rado, wicemarszałek Województwa Dolnośląskiego i działacz Bezpartyjnych Samorządowców, który był gościem programu "Pieniądze to nie wszystko" zdradził, że jego ugrupowanie prowadzi rozmowy z PSL. Czyżby szykowała się polityczna sensacja?

Wicemarszałek Województwa Dolnośląskiego Michał Rado podczas wywiadu, trzymający mikrofon Super Biznes, rozmawia o programach infrastrukturalnych i koalicjach politycznych, co można przeczytać na Super Biznes.

i

Autor: Tomasz Golla/Super Express Wicemarszałek Województwa Dolnośląskiego Michał Rado podczas wywiadu, trzymający mikrofon Super Biznes, rozmawia o programach infrastrukturalnych i koalicjach politycznych, co można przeczytać na Super Biznes.

Hubert Biskupski: Panie marszałku, samorząd województwa dolnośląskiego uruchamia kolejny komponent regionalnego programu infrastrukturalnego, który nazywa się bardzo ładnie „Dolny Śląsk na bezpiecznej drodze”. Na czym ten program polega?

Michał Rado: Mamy cztery programy infrastrukturalne: Dolny Śląsk na bezpiecznej drodze, Dolny Śląsk na dobrej drodze, Dolny Śląsk na zielonej drodze, Dolny Śląsk na dobrych torach. W programie Dolny Śląsk na bezpiecznej drodze chodzi o poprawę bezpieczeństwa na drogach. Wspieramy samorządy gminne w programie budowy chodników; chcemy tam włączyć dodatkowe oświetlenie. Chcemy przebudowywać problematyczne skrzyżowania na ronda oraz oddzielać pasy dla rowerów od ulic. Chcemy, by drogi były bezpieczniejsze, wygodniejsze i sprawniejsze.

Ile środków w tym roku chcecie przeznaczyć na ten cel?

Nie mamy określonej kwoty, ponieważ są to programy funkcjonujące ciągle.

Kto się może zgłosić do programu?

Samorządy gminne i powiatowe składają wnioski o dofinansowanie, najczęściej do budowy chodnika wzdłuż drogi wojewódzkiej. W tym roku na rozbudowę chodników mamy 2 lub 3 miliony złotych, przy uwzględnieniu wkładu własnego gmin. Program będziemy testować „na żywym organizmie”, a środki będą dopasowane do potrzeb i długości odcinków. Ważne jest też, że będziemy budować dodatkowy monitoring na przejazdach kolejowych. Chcemy też wprowadzić ankietę wśród rowerzystów i pieszych, aby wskazywali najbardziej niebezpieczne miejsca.

Jak rozmawiamy o bezpieczeństwie ruchu drogowego, to zapytam o Łukasza Mejzę. Panowie się znacie?

Tak, mieliśmy okazję się poznać i mijać się na studiach. Rozumiem, że chodzi o artykuł o mandatach.

Tak, to człowiek, który zgromadził bez mała 200 punktów karnych za notoryczne przekraczanie prędkości. Ostatni mandat dostał kilka dni temu, a cały czas ma prawo jazdy, jeździ i łamie przepisy.

Na głupotę i skrajną nieodpowiedzialność nie wymyślono jeszcze leku. Poruszanie się z taką prędkością przy takiej liczbie punktów jest idiotyzmem i stwarzaniem zagrożenia dla innych. Według mnie karą powinno być bezwzględne więzienie, ponieważ taka osoba jest zagrożeniem dla zwykłych kierowców.

Prawie dwa lata minęły od wielkiej powodzi na Dolnym Śląsku. Cały czas trwa usuwanie jej skutków.

Tak. Przeprowadziliśmy kolejną edycję programu Dolnośląski Fundusz Pomocy Rozwojowej. Nie patrzymy na dochody gminy, ale na to, jak bardzo ucierpiała w wyniku żywiołu. W tym roku przeznaczyliśmy na ten cel 5 milionów złotych.

Które to są gminy?

To są 33 gminy, w tym m.in. Stronie Śląskie i gmina Oława. Warunkiem było wpisanie gminy do rozporządzenia wojewody o obszarach objętych powodzią. Wyodrębnione gminy dostają dofinansowanie w wysokości około 150 000 zł na szybkie inwestycje, jak odbudowa mostów, dróg czy remiz. W przyszłym roku zmienimy kryteria, aby docenić też inne gminy.

Kiedy uda się przywrócić stan sprzed powodzi?

Trzeba pamiętać, że to zadanie rządu, a nie samorządu wojewódzkiego, choć podjęliśmy decyzję o wsparciu gmin. Straty na południu województwa są tak duże, że odbudowa potrwa lata – dotyczy to infrastruktury, domów i turystyki. My jako samorząd województwa mieliśmy straty na drogach przekraczające 500 milionów złotych. Musimy uzbroić się w cierpliwość.

Panie marszałku, jest pan nie tylko samorządowcem ale i politykiem. Mamy półtora roku do wyborów parlamentarnych. Czy to moment, kiedy tworzą się nowe alianse wyborcze?

Myślę, że te alianse już się tworzą. Półtora roku to niewiele czasu, a słychać głosy o możliwych przedwczesnych wyborach. Kampania ruszy zapewne na początku przyszłego roku. Scena polityczna się zmieniła, mamy nowych graczy.

Czy Bezpartyjni Samorządowcy prowadzą już rozmowy, a jeśli tak, to z kim?

Nie jest tajemnicą, że spotkaliśmy się z przedstawicielami Polskiego Stronnictwa Ludowego. W naszym regionie jesteśmy z nimi w koalicji w jednym klubie. Rozmawialiśmy już o wspólnym starcie w 2019 roku, wtedy się nie udało, teraz rozmawiamy na nowo. My jako Bezpartyjni Samorządowcy mamy swoją tożsamość i siłę w regionach, ale ostatnie wybory pokazały, że sojusze są dobre. PSL pokazuje otwarcie na samorządowców, czego przykładem jest projekt ustawy o zniesieniu dwukadencyjności. Choć sondaże PSL balansują wokół progu, ich struktury są duże i dają stabilne poparcie.

Co was tak naprawdę łączy z PSL?

Łączy nas współpraca w regionie oraz podejście do polityki lokalnej, w tym kwestia dwukadencyjności. Uważamy też, że należy zlikwidować urzędy wojewodów, ponieważ ich kompetencje dublują się z zadaniami marszałków. Jesteśmy blisko ludzi i pracujemy nad wspólnym programem.

Nie jest tajemnicą, że spotkaliśmy się z przedstawicielami Polskiego Stronnictwa Ludowego. W naszym regionie jesteśmy z nimi w koalicji w jednym klubie. Rozmawialiśmy już o wspólnym starcie w 2019 roku, wtedy się nie udało, teraz rozmawiamy na nowo

 A jak patrzycie na środowisko związane ze stowarzyszeniem Mateusza Morawieckiego?

Mamy dobre doświadczenia z tą opcją, przez 5 lat poprzedniej kadencji współpracowaliśmy z ludźmi z tego środowiska i mamy o nich dobre zdanie.

Czy alians Morawiecki-Kosiniak-Kamysz-Rado jest możliwy?

Polityka widziała różne scenariusze i żadnego nie można wykluczać. Na razie to stowarzyszenie, o którym pan mówi jest, można powiedzieć, w ramach struktur PiS, ale zobaczymy, co przyniesie przyszłość.

Przejdźmy do dwukadencyjności. W parlamencie jest projekt ją likwidujący. Co powinien zrobić prezydent?

Uważam, że powinien podpisać ten projekt. Bierne prawo wyborcze powinno obowiązywać każdego tak samo. Dlaczego posłowie i senatorowie nie mają limitu kadencji, a samorządowcy tak?

Jak przekonać prezydenta do ustawy sprzecznej z interesem PiS?

To będzie trudne, ale obecne przepisy ograniczają wolność wyboru mieszkańców. Jeśli ktoś jest dobrym burmistrzem, powinien móc sprawować funkcję nawet 30 lat, a weryfikacją powinny być wybory, a nie odgórne zakazy.

A co jeśli prezydent zawetuje ustawę? Co stanie się z tym doświadczonym zasobem ludzkim?

Samorządowcy będą stanowić bardzo mocną siłę w wyborach parlamentarnych, mając duże poparcie w swoich małych ojczyznach. Obecni posłowie powinni czuć ich oddech na plecach. Inni samorządowcy wykluczeni tą niesprawiedliwą ustawą wystartują do rad powiatów lub sejmików. Problemem jest to, że osoby kończące kadencję w młodym wieku, np. 40 lat, mogą mieć problem z powrotem na lokalny rynek pracy ze względu na wcześniejsze wydawanie decyzji administracyjnych. W samym województwie dolnośląskim na 169 gmin aż 104 burmistrzów i prezydentów nie będzie mogło ponownie wystartować, jeśli przepisy się nie zmienią.

Czy oni wystartują w wyborach parlamentarnych?

Myślę, że część się na to zdecyduje. Taki były burmistrz z dużym stażem może spokojnie pokonać tradycyjnego kandydata partyjnego, nawet startując z dalszego miejsca na liście.

Czy wy jako Bezpartyjni Samorządowcy patrzycie łakomie na te kandydatury?

Wielu samorządowcom bliżej jest do nas, niż do partii politycznych, bo chcą być kojarzeni jako kandydaci niezależni.

A jakieś nazwiska?

Nazwisk jeszcze nie chcemy podawać, bo sytuacja jest dynamiczna.

Rozmawiał Hubert Biskupski

Pieniądze to nie wszystko - Michał Rado

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki