Bon ciepłowniczy: Dlaczego gmina może legalnie zignorować Twój wniosek?

Twój prawidłowo złożony wniosek o bon ciepłowniczy może zostać legalnie zignorowany przez gminę. To efekt nowej ustawy, która wielu osobom odbiera szansę na wsparcie, jednocześnie generując koszty dla samorządów. Sprawdź, jakie pułapki kryją przepisy i kto, mimo biurokratycznych zasieków, ma szansę na pieniądze.

Banknoty 100-złotowe i regulator na grzejniku symbolizujące koszty ogrzewania i wsparcie dla gospodarstw domowych. Artykuł na Super Biznes analizuje problemy z bonem ciepłowniczym, kryteria dochodowe i biurokrację, która uniemożliwia wielu osobom otrzymanie wsparcia.

i

Autor: AS_Photography,ri Banknoty 100-złotowe i regulator na grzejniku symbolizujące koszty ogrzewania i wsparcie dla gospodarstw domowych. Artykuł na Super Biznes analizuje problemy z bonem ciepłowniczym, kryteria dochodowe i biurokrację, która uniemożliwia wielu osobom otrzymanie wsparcia.
Super Biznes SE Google News
  • Analiza nowych przepisów ujawnia, w jakich dwóch przypadkach model biznesowy gminy pozwala na legalne zignorowanie wniosku o dofinansowanie
  • Obsługa programu bez zapewnionego finansowania negatywnie wpływa na płynność finansową samorządów i wymaga natychmiastowej optymalizacji procesów administracyjnych
  • Analityka danych z pierwszych naborów wskazuje, dlaczego szacowany zwrot z inwestycji (ROI) społecznej programu jest w praktyce nieosiągalny dla większości mieszkańców miast
  • Ścisłe kryteria dochodowe i cenowe decydują o rentowności ubiegania się o bon, eliminując większość gospodarstw domowych w dużych aglomeracjach
  • Eksperci samorządowi wskazują, że obecna strategia wdrożenia programu prowadzi do erozji zaufania i dramatycznie pogarsza doświadczenie klienta (CX) w relacjach z administracją publiczną

Nowa ustawa, nowa pułapka. Kiedy gmina może zignorować twój wniosek?

Od 14 stycznia 2026 roku obowiązują nowe zasady przyznawania bonu energetycznego, inaczej ciepłowniczego, które radykalnie zmieniają sytuację osób ubiegających się o wsparcie. Najważniejsza nowość, wprowadzona ustawą podpisaną przez prezydenta 9 stycznia, daje lokalnym włodarzom, takim jak wójt czy burmistrz, prawo do odłożenia wniosku na półkę bez jego merytorycznego rozpatrzenia. Oznacza to, że nawet prawidłowo wypełniony i złożony w terminie dokument może nie uruchomić procedury przyznania pieniędzy. Urząd może zignorować wniosek w dwóch konkretnych przypadkach:

  • gdy na terenie gminy nie ma miejskiej sieci ciepłowniczej albo
  • gdy cena za samo ciepło (tzw. jednoskładnikowa cena netto) jest niższa niż 170 zł za gigadżul (GJ), czyli podstawową jednostkę energii cieplnej.

Samorządy mają czas do 20 czerwca 2026 roku, aby publicznie poinformować, czy na ich terenie występują takie okoliczności.

Dochód, cena i kalendarz. Kto przejdzie przez sito dofinansowania?

Wysokość dofinansowania w 2026 roku zależy od dwóch czynników: ceny ciepła oraz dochodów gospodarstwa domowego. Program przewiduje trzy progi wsparcia. Jeśli cena za ogrzewanie wynosi od 170 do 200 zł netto za gigadżul, można liczyć na 1000 zł. Gdy koszty rosną do przedziału 200-230 zł/GJ, bon wzrasta do 2000 zł. Najwyższą kwotę, 3500 zł, otrzymają gospodarstwa domowe, gdzie cena za ciepło przekracza 230 zł/GJ. Aby jednak otrzymać wsparcie, trzeba spełnić także kryterium dochodowe. Dla osoby samotnej limit wynosi 3272,69 zł miesięcznie, a w rodzinach 2454,52 zł na osobę. Co ważne, wprowadzono zasadę „złotówka za złotówkę”. Działa ona w prosty sposób: jeśli dochód przekroczy próg o 50 zł, to należny bon zostanie obniżony dokładnie o tę kwotę. Prawo do świadczenia przepada, gdy po takim odliczeniu kwota do wypłaty spadnie poniżej 20 zł.

Bon widmo. Samorządy płacą, a mieszkańcy zostają z niczym

Nowe przepisy spotkały się z ostrą krytyką ze strony samorządów. Ich przedstawiciele alarmują, że rząd nałożył na nich nowe obowiązki, nie zapewniając pieniędzy na ich realizację. Nawet w gminach, gdzie z góry wiadomo, że nikt nie kwalifikuje się do wsparcia, jak na przykład w podpoznańskiej Rokietnicy, urzędy muszą utrzymywać gotowość do przyjmowania i obsługi wniosków, co generuje koszty. W odpowiedzi na ten problem, strona samorządowa w Komisji Wspólnej Rządu i Samorządu Terytorialnego zażądała wprowadzenia rekompensaty w wysokości 40 zł za każdy wniosek, który zgodnie z nowymi przepisami zostanie pozostawiony bez rozpatrzenia. Sekretarz Marek Wójcik ocenił zmiany jako „krok za mały”, podkreślając, że fundamentalny problem braku funduszy na obsługę zadania zleconego przez państwo wciąż nie został rozwiązany. Wiceminister energii ostudził jednak te oczekiwania, uzależniając decyzję o dodatkowych środkach od wyników oceny programu, która ma nastąpić dopiero po pierwszym kwartale.

Rządowe obietnice zderzają się z twardą rzeczywistością, co budzi coraz większą frustrację mieszkańców. Ministerstwo Energii szacowało, że ze wsparcia skorzysta około 400 tysięcy gospodarstw domowych w całym kraju. Tymczasem dane napływające z miast pokazują zupełnie inny obraz. Przykładowo w Sosnowcu na 115 złożonych wniosków pozytywną decyzję wydano zaledwie w 36 przypadkach. Analizy ekspertów potwierdzają, że dla większości mieszkańców dużych aglomeracji bon jest w praktyce nieosiągalny. Głos w tej sprawie zabrał prezydent Ciechanowa, Krzysztof Kosiński, który stwierdził, że przepisy zmuszają go do „dezinformowania mieszkańców”. Jak wyjaśnił, musi prowadzić nabór i całe postępowanie, mimo że wie, iż niemal nikt nie ma szans na pozytywne jego zakończenie. Taka sytuacja prowadzi do głębokiego rozczarowania, zwłaszcza wśród osób starszych. Składają one wnioski z nadzieją na pomoc, by po wszystkim dowiedzieć się, że nie spełniają kryteriów, co wielu z nich odbiera jako przejaw niesprawiedliwości.

Pieniądze to nie wszystko - Mateusz Balcerowicz

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki