Spis treści
Na tę zapowiedź czekali kierowcy
Wysokie ceny paliw spędzają kierowcom sen z powiek. Na wielu stacjach za litr benzyny trzeba płacić kwoty, które jeszcze niedawno wydawały się nie do pomyślenia. Kierowcy zaciskają zęby i ograniczają jazdę, a politycy w końcu zdecydowali się na szybki ruch.
W czwartek premier Donald Tusk zapowiedział obniżenie podatków na paliwo – chodzi o zmniejszenie VAT-u i akcyzy. Cel jest jasny - ceny benzyny mają spaść jeszcze przed świętami Wielkiej Nocy, żeby Polacy mogli taniej ruszyć w świąteczne podróże.
Błyskawiczna akcja rządu, aby obniżyć ceny paliw
Co zaskakujące, cała operacja odbyła się w zawrotnym tempie. Zapowiedź padła w czwartek, a później cała machina legislacyjna ruszyła pełną parą. Ustawa w ekspresowym trybie przeszła przez Sejm i Senat.
Finał był równie spektakularny. Wieczorem w piątek dokument o obniżeniu podatków na paliwa podpisał w samolocie prezydent Karol Nawrocki. Wszystko po to, by przepisy mogły wejść w życie jak najszybciej i przynieść ulgę kierowcom.
Zmiany widać na stacjach benzynowych
Efekt tych działań zaskoczył w pierwszej kolejności pracowników stacji benzynowych. Na razie jednak przy dystrybutorach widać coś zupełnie innego - pustki. Coraz mniej kierowców podjeżdża na stacje benzynowe. Wielu z nich woli przeczekać kilka dni. Liczą na to, że po zmianach podatkowych ceny wreszcie spadną. W ciągu godziny ruch jest niewielki.
Ci, którzy tankują, to najczęściej kierowcy taksówek albo osoby jeżdżące służbowymi autami. Prywatni kierowcy liczą teraz każdą złotówkę i coraz częściej odkładają wizytę na stacji. Tankuje ten kto musi. Zdarzają się sytuacje, że ktoś wjeżdża na stację benzynową, a widząc wysokie ceny benzyny rezygnuje z tankowania lub tankuje benzynę za niewielką kwotę.
Zmiany widać już na ulicach
Na tym jednak nie koniec zmian. Drożyzna na stacjach benzynowych odbija się też na ruchu w miastach. Wysokie ceny paliwa sprawiły, że część osób przesiadła się do komunikacji miejskiej albo wybiera rower. Efekt widać gołym okiem – korki są wyraźnie mniejsze niż jeszcze kilka miesięcy temu lub w ogóle zniknęły. Mniej samochodów oznacza jedno: po mieście da się dziś przejechać znacznie szybciej niż wcześniej.
W ciągu kilku dni dziennikarze działu biznes Super Expressu sprawdzali, jak wygląda dojazd z domu do pracy i z pracy do domu w godzinach szczytu oraz w weekend. Na głównych arteriach stolicy, w tym na Trasie Łazienkowskiej czy Wisłostradzie nie trzeba było stać w korkach, a czas dojazdu skrócił się nawet o połowę. Gdyby nie zwężone ulice i roboty drogowe jazda trwałaby jeszcze krócej.
W tygodniu jeździ się jak w weekend
Kierowcy nie kryli zaskoczenia, jazda po mieście w dzień roboczy wyglądała tak, jakby jeździło się w weekend.
Podobnie jest w innych miastach - informują internauci. „Droga benzyna ma jednak swoje zalety. Na mieście jest znacznie mniej aut” – czytamy w mediach społecznościowych. Wielu kierowców szuka w sieci potencjalnych pasażerów, by wspólnie jeździć do pracy i dzielić się kosztami paliwa.
Kierowcy z nadzieją patrzą teraz na najbliższe dni. Jeśli obniżka VAT-u i akcyzy faktycznie przełoży się na ceny na stacjach, przed świątecznym wyjazdem wielu z nich w końcu odetchnie z ulgą. Wiele wskazuje na to, że wtedy na warszawskich ulicach znów będą korki.
Polecany artykuł: