Nowe limity płac lekarzy. Senat usuwa kontrowersyjny zapis z ustawy

Senacka komisja zdrowia przyjęła z poprawkami projekt ustawy wprowadzającej limity wynagrodzeń lekarzy. Maksymalna stawka ma wynieść 240 zł/h, a czas pracy lekarzy nie przekroczy dwóch etatów. Z projektu usunięto też kontrowersyjny zapis, który pozwalał karać medyków zakazem pracy na NFZ.

Dłonie lekarza przy biurku z pacjentem. O nowych limitach płac dla medyków przeczytasz na SE Superbiz.
Autor: Julia Mościńska/ Canva.com

Co zmieniła senacka komisja zdrowia?

Prace nad ustawą, która ma wprowadzić rewolucję w zarobkach i czasie pracy medyków, nabierają tempa. Senacka komisja zdrowia przyjrzała się projektowi i wprowadziła do niego kilka kluczowych poprawek. Główne założenia ustawy pozostają jednak bez zmian. Chodzi przede wszystkim o ukrócenie sytuacji, w których lekarze pracują po kilkaset godzin w miesiącu w wielu miejscach jednocześnie.

Nowe przepisy, jeśli wejdą w życie, wprowadzą limity wynagrodzeń lekarzy, ustalając maksymalną stawkę godzinową na 240 zł brutto, a także ograniczą łączny czas pracy lekarzy do równoważnika dwóch etatów. Oznacza to, że miesięczne zarobki medyka nie będą mogły przekroczyć szesnastokrotności płacy minimalnej, czyli około 76 900 zł brutto. Co więcej, żeby podjąć pracę u kolejnego pracodawcy, lekarz będzie potrzebował zgody tego dotychczasowego.

Jednak najważniejszą i najgłośniejszą zmianą, jaką przegłosowała komisja, było całkowite usunięcie z projektu kontrowersyjnych zapisów, potocznie nazywanych "lex K.". Senatorowie uznali, że są one niezgodne z konstytucją. Oprócz tego wprowadzono szereg innych, istotnych poprawek. Zgodnie z propozycją senatora Wojciecha Koniecznego (Lewica), minimalny wymiar zatrudnienia medyka ma wynosić jedną czwartą etatu, a nie połowę, jak pierwotnie zakładano. Z kolei dzięki poprawce marszałka senatu Tomasza Grodzkiego (KO) dyrektorzy oddziałów NFZ będą powoływani przez prezesa Funduszu, ale dopiero po uzyskaniu zgody ministra zdrowia.

Czym było "lex K." i dlaczego wyleciało z projektu?

Najwięcej emocji podczas posiedzenia komisji wzbudził zapis, który media ochrzciły mianem "lex K.". To poprawki autorstwa posła Janusza Cieszyńskiego (Rozwój Plus), które Sejm przyjął wcześniej. Pomysł był prosty: lekarz, który zostałby przyłapany na poświadczaniu nieprawdy, na przykład co do liczby i rodzaju wykonanych zabiegów, miał być surowo karany. Karą miał być zakaz udzielania świadczeń finansowanych przez Narodowy Fundusz Zdrowia na okres od miesiąca do nawet ośmiu lat. Recydywiście groziłby dożywotni zakaz. Nazwa "lex K." wzięła się od głośnej sprawy lekarza Dawida K., któremu zarzucono oszustwa na kwotę ponad 583 tys. zł.

Mimo że cel wydawał się słuszny – walka z patologiami w systemie – senaccy legislatorzy nie zostawili na tych przepisach suchej nitki. Wskazali dwa fundamentalne problemy. Po pierwsze, poprawki zostały dodane do ustawy w Sejmie na ostatnią chwilę, co jest niezgodne z zasadą trzech czytań i narusza procedury tworzenia prawa. Po drugie, i co ważniejsze, przepisy były dyskryminujące. Zakaz miał dotyczyć wyłącznie lekarzy i lekarzy dentystów, pomijając inne zawody medyczne.

W opinii Biura Legislacyjnego Senatu zapisy te były niekonstytucyjne, ponieważ naruszały zasadę równości i zostały wprowadzone z pominięciem właściwej procedury legislacyjnej. Dlatego zarekomendowano ich całkowite usunięcie, a senacka komisja zdrowia przychyliła się do tego wniosku. Sam autor, poseł Janusz Cieszyński, próbował jeszcze ratować swój projekt, proponując złagodzenie przepisów (m.in. rezygnację z dożywotniego zakazu), ale było już za późno. Senatorowie zdecydowali o wykreśleniu całego pakietu "lex K.".

Inne, ważne poprawki w ustawie

Usunięcie "lex K." było bez wątpienia najgłośniejszą decyzją komisji, ale senatorowie pochylili się też nad innymi, równie istotnymi szczegółami ustawy. To właśnie one w praktyce zdecydują o tym, jak nowe prawo będzie funkcjonować na co dzień w szpitalach i przychodniach. Zmiany dotknęły zarówno kwestii kadrowych w NFZ, jak i samych warunków pracy medyków.

Jedna z kluczowych poprawek, zgłoszona przez marszałka senatu Tomasza Grodzkiego (KO), dotyczy sposobu powoływania dyrektorów oddziałów wojewódzkich NFZ. Po zmianach prezes Funduszu nadal będzie ich mianował i odwoływał, ale będzie musiał najpierw uzyskać na to zgodę ministra zdrowia. To wzmacnia nadzór resortu nad regionalną polityką zdrowotną.

Komisja poparła też dwie istotne propozycje senatora Wojciecha Koniecznego (Lewica).

  • Po pierwsze, minimalny wymiar czasu pracy lekarzy i innych medyków został obniżony z połowy do jednej czwartej etatu. Daje to większą elastyczność osobom, które chcą pracować w systemie publicznym, ale w mniejszym wymiarze godzin.
  • Po drugie, wykaz specjalizacji lekarskich, które będą mogły być objęte wyjątkami od limitów czasu pracy, nie znajdzie się w samej ustawie. Zamiast tego określi go minister zdrowia w rozporządzeniu. W praktyce oznacza to, że rząd będzie mógł szybciej i elastyczniej reagować na braki kadrowe w konkretnych dziedzinach medycyny.

Senatorowie wprowadzili także swoisty bezpiecznik, który ma zapewnić przestrzeganie nowych przepisów. Poprawka marszałka Grodzkiego pozwala na rozwiązanie umowy z medykiem bez okresu ochronnego, jeśli jego wynagrodzenie nie będzie zgodne z nowymi regulacjami. To narzędzie ma zniechęcać do obchodzenia wprowadzanych limitów płacowych.

Chaos i ucieczka do prywaty? Eksperci ostrzegają przed skutkami

Chociaż ustawa ma w teorii uporządkować system i ukrócić finansowe patologie, to w trakcie posiedzenia komisji wybrzmiały bardzo poważne obawy. Zarówno senatorowie, jak i zaproszeni goście ostrzegali, że nowe przepisy mogą przynieść więcej szkody niż pożytku. Główne pytanie, które pozostało bez odpowiedzi, brzmi: jakie będą realne skutki dla pacjentów?

Senator Waldemar Kraska (PiS) nie owijał w bawełnę, stwierdzając, że ustawa niczego nie rozwiązuje, a jedynie "pogłębi chaos w ochronie zdrowia". Jego zdaniem sztywne ograniczenia mogą zadziałać jak magnes na sektor prywatny – lekarze, zamiast godzić się na limity w publicznych placówkach, po prostu z nich odejdą. Szczególnie zagrożone mają być Szpitalne Oddziały Ratunkowe, gdzie już dziś brakuje rąk do pracy. Podobne wątpliwości miał senator Wojciech Konieczny, który dopytywał, czy rząd policzył, o ile dzięki ustawie skrócą się kolejki do specjalistów.

Głosy te podzielali przedstawiciele strony społecznej. Związkowcy, dyrektorzy szpitali powiatowych i organizacje pracodawców zgodnie alarmowali, że skutkiem może być paraliż organizacyjny, nadmierna biurokracja i, co najgorsze, ograniczenie dostępności leczenia.

Najmocniej wybrzmiały jednak słowa Doroty Korycińskiej z Ogólnopolskiej Federacji Onkologicznej. Zwróciła ona uwagę na fundamentalny problem – ustawa w żaden sposób nie wiąże zarobków lekarza z jakością jego pracy. Wprowadzone limity wynagrodzeń lekarzy i ujednolicenie stawek budzą obawy, że nie będą promować najlepszych specjalistów, co może odbić się na pacjentach. Korycińska podsumowała to gorzką parafrazą znanego powiedzenia z czasów PRL: "Czy się stoi, czy się leży, 240 się należy".

Złoty Laur 2026 - Medycyna i Biznes - Swixx Biopharma sp. z.o.o.
Wiesz kto Cię wyleczy? Przypasuj chorobę do lekarza i sprawdź jak dobrze się na tym znasz! QUIZ
Pytanie 1 z 10
Który lekarz zajmuje się problemami z tarczycą?
Endokrynolog

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki

ROLKI