- Zysk 469 mln zł to w dużej mierze efekt rządowych dotacji, a nie prawdziwej poprawy biznesu
- W samym 2025 roku Poczta zredukowała zatrudnienie o 8,5 tys. etatów
- Średnia pensja listonosza wynosi zaledwie 6250 zł brutto miesięcznie
- Spółka planuje wydać 500–600 mln zł na inwestycje, głównie w automatyzację
Spis treści
- Zysk Poczty Polskiej: skąd naprawdę wzięły się pieniądze?
- 8500 etatów mniej. Kto zapłacił za „transformację”?
- Podwyżka o 650 zł brutto. Czy to powód do świętowania?
- Automatyzacja zamiast miejsc pracy. Poczta stawia na maszyny
- Cyfrowa poczta kontra klasyczny listonosz
- IPO Poczty Polskiej? Zarząd milczy, ale temat krąży
- Nowy prezes, stary problem
Zysk Poczty Polskiej: skąd naprawdę wzięły się pieniądze?
Poczta Polska zakończyła 2025 rok z wynikiem netto na poziomie 469 mln zł. Rok wcześniej spółka notowała 213 mln zł straty. Brzmi jak spektakularny zwrot. Problem w tym, że ten wynik to w znacznej mierze zasługa dwóch państwowych dotacji.
Spółka otrzymała rekompensaty za świadczenie usług powszechnych — za rok 2023 było to 963 mln zł, za rok 2024 — 954 mln zł. Bez tych pieniędzy z budżetu państwa obraz finansowy Poczty wyglądałby zupełnie inaczej. Przychody ze sprzedaży przekroczyły co prawda 6,8 mld zł, ale urosły zaledwie o 1 proc. rok do roku.
8500 etatów mniej. Kto zapłacił za „transformację”?
To jest pytanie, którego zarząd woli unikać. W samym tylko 2025 roku zatrudnienie w Poczcie Polskiej spadło o około 8,5 tys. etatów. W ostatnich latach ze spółki odeszło ponad 4 tys. listonoszy.
Zarząd przedstawia to jako element „planu transformacji”. W rzeczywistości oznacza to tysiące rodzin, które straciły stabilne zatrudnienie w publicznej instytucji.
Wiceprezes Wiesław Strąk przyznał wprost, że koszty wzrostu wynagrodzeń obciążyły wynik na sprzedaży kwotą 400 mln zł. Innymi słowy — podwyżki dla pracowników traktuje się jako problem, a nie jako normalne zobowiązanie wobec ludzi.
Podwyżka o 650 zł brutto. Czy to powód do świętowania?
Zarząd chwali się, że średnie wynagrodzenie w spółce wzrosło o 11,6 proc., czyli o ponad 650 zł brutto. Nowa średnia to 6250 zł brutto miesięcznie.
Przeliczmy to na netto — to niewiele ponad 4500 zł „na rękę”. Za tyle pracownik Poczty Polskiej ma obsługiwać codziennie setki klientów, dźwigać paczki, przemierzać kilometry tras doręczeń — niezależnie od pogody.
W kraju, gdzie inflacja przez ostatnie lata pożerała oszczędności, taka podwyżka to wciąż za mało, by mówić o godnym wynagrodzeniu w publicznej spółce Skarbu Państwa.
Automatyzacja zamiast miejsc pracy. Poczta stawia na maszyny
Poczta Polska planuje w 2026 roku inwestycje rzędu 500–600 mln zł. Główne obszary to automatyzacja, systemy IT i wyposażenie środowiska pracy. Nakłady na IT wzrosły już w 2025 roku o 143 proc. rok do roku, do poziomu 124 mln zł.
Nowy p.o. prezesa Sławomir Żurawski mówi o transformacji Poczty w „hub logistyczno-technologiczno-usługowy”. W praktyce oznacza to jedno — tam, gdzie dziś pracuje człowiek, jutro stanie maszyna lub kiosk samoobsługowy.
Zarząd zapowiada budowę stref samoobsługowych do obsługi listów i transakcji gotówkowych. To kolejny krok w kierunku ograniczenia liczby pracowników na pierwszej linii kontaktu z klientem.
Polecany artykuł:
Cyfrowa poczta kontra klasyczny listonosz
Przychody listowe spadły w 2025 roku o blisko 280 mln zł rok do roku. Wolumen listów kurczy się w tempie około 9 proc. rocznie od pięciu lat. Zarząd nazywa to „potężną dziurą w przychodach”.
Odpowiedzią ma być Platforma Usług Cyfrowych. W 2025 roku zrealizowano przez nią ponad 33 mln przesyłek elektronicznych. Założono ponad 2,6 mln adresów do doręczeń elektronicznych. Wiceprezes Strąk szacuje, że w tym roku liczba elektronicznych listów przekroczy 100 mln.
Digitalizacja usług jest nieuchronna. Ale warto zapytać — czy musi się odbywać kosztem najsłabiej zarabiających pracowników?
IPO Poczty Polskiej? Zarząd milczy, ale temat krąży
Na konferencji prasowej padło pytanie o ewentualne wejście Poczty na giełdę. Wiceprezes Strąk nie zaprzeczył, że taki pomysł „funkcjonował w przestrzeni”. Nie potwierdził jednak żadnych planów.
Prywatyzacja — nawet częściowa, przez giełdę — oznaczałaby dla pracowników jedno: jeszcze silniejszą presję na cięcie kosztów i jeszcze mniejszą ochronę zatrudnienia. Akcjonariusze oczekują zysku, nie stabilnych miejsc pracy.
Nowy prezes, stary problem
Pod koniec marca ze stanowiska prezesa odwołano Sebastiana Mikosza, który kierował spółką przez dwa lata. Ministerstwo Aktywów Państwowych tłumaczyło decyzję „potrzebą zapewnienia zgodności polityki zarządczej z celami właścicielskimi”.
Nowy p.o. prezesa Żurawski od 25 marca przegląda projekty i zadania z planu transformacji. Zapowiada m.in. 900 nowych stref finansowych w placówkach Poczty, gdzie Bank Pocztowy (który w 2025 roku zarobił 206 mln zł) będzie oferował swoje usługi.
Poczta Polska zatrudnia dziś około 51 tys. osób i obsługuje 7,6 tys. placówek w całej Polsce. To wciąż jeden z największych pracodawców publicznych w kraju. Tym ważniejsze jest pytanie: czy transformacja tej instytucji musi oznaczać przenoszenie ryzyka na barki pracowników?