Spis treści
Litewski MSZ ostrzega: to może być strzał w stopę
Sprawa nowego podatku wywołała na Litwie niemałe poruszenie, i to na najwyższych szczeblach władzy. Głos w dyskusji zabrał sam szef litewskiego Ministerstwa Spraw Zagranicznych, Kestutis Budrys, który studzi zapał rządu. Jego zdaniem potencjalne zyski dla budżetu są niczym w porównaniu ze szkodami, jakie ta decyzja może wyrządzić w relacjach międzynarodowych, zwłaszcza z Polską.
Budrys mówi wprost, że to ryzykowanie grubej kreski w stosunkach z kluczowym sąsiadem dla niewielkich, jego zdaniem, korzyści finansowych. Jak sam ujął na antenie radia Žinių Radijas, Litwa musi uważać, by nie strzelić sobie w stopę.
Musimy uwzględniać kontekst geopolityczny i nie strzelać sobie w stopę, z minimalnym efektem finansowym dla litewskiego budżetu, za to z konsekwencjami politycznymi dla naszych relacji i inwestycji – powiedział minister Kestutis Budrys.
Zdaniem szefa litewskiej dyplomacji, ewentualny podatek od zysków Orlenu może przynieść niewielkie korzyści budżetowe, ale za to poważnie zaszkodzić relacjom z Polską. Budrys podkreślił, że decyzja Wilna będzie bacznie obserwowana w Warszawie, ponieważ uderza w jedną z największych polskich inwestycji zagranicznych, jaką jest właśnie rafineria w Możejkach. Sprawa jest na tyle poważna, że już trwają na ten temat konsultacje między litewskimi ministerstwami.
Rząd Litwy analizuje, a Orlen stawia ultimatum
Zamieszanie zaczęło się od ruchu litewskiego rządu. Premier Mindaugas Sinkeviczius polecił ministrom energetyki, finansów oraz gospodarki i innowacji, by pilnie przyjrzeli się zyskom firm z sektora energetycznego. Mają oni do 9 listopada przygotować propozycje, jak opodatkować ich ponadprzeciętne dochody. Analiza obejmuje cały rynek: od paliw, przez prąd, aż po ciepło.
Odpowiedź z Polski była natychmiastowa i bardzo konkretna. Prezes Orlenu Ireneusz Fąfara nie bawił się w dyplomację. Poinformował, że koncern poważnie zastanawia się nad sensem dalszych, gigantycznych inwestycji w Możejkach. Chodzi o dokończenie instalacji pogłębionego przerobu ropy, na co według nieoficjalnych informacji brakuje od 600 do 700 milionów dolarów.
Fąfara postawił sprawę jasno: koncern może wstrzymać inwestycję, co wiązałoby się z ryzykiem zamknięcia litewskiej rafinerii w Możejkach. To ultimatum, które stawia rząd w Wilnie w bardzo trudnej sytuacji. Z jednej strony jest pokusa, by zasilić budżet nowym podatkiem, a z drugiej – groźba utraty strategicznego zakładu i jednego z największych inwestorów w kraju.
Litewscy politycy starają się tonować nastroje. Minister gospodarki i innowacji Edvinas Grikszas zapewniał publicznie, że nie ma żadnych informacji o planach wycofania się Orlenu z Litwy. Jednak twarde stanowisko polskiego koncernu pokazuje, że gra toczy się o naprawdę wysoką stawkę.
Możejki: jedyna taka rafineria w tej części Europy
Żeby zrozumieć, dlaczego groźba zamknięcia zakładu w Możejkach jest tak poważna, trzeba wiedzieć, czym on właściwie jest. Rafineria, należąca do spółki Orlen Lietuva, jest jedynym tego typu obiektem w całym regionie państw bałtyckich. Obsługuje nie tylko Litwę, ale też Łotwę i Estonię.
Agencja BNS przypomina, że sama Polska wprowadziła już wcześniej podatek od nadzwyczajnych zysków firm energetycznych. To rozwiązanie ma przynieść polskiemu budżetowi około 4 mld zł. Ten fakt dodaje całej sprawie dodatkowego smaku i pokazuje, jak skomplikowana jest sytuacja.