Dlaczego rząd wprowadził urzędowe ceny paliw?
Rząd ustalił pułap cenowy, aby uchronić portfele kierowców przed niekontrolowanym wzrostem kosztów tankowania. Od 31 marca w Polsce obowiązują urzędowe ceny paliw. To odpowiedź rządu na globalny kryzys energetyczny wywołany wojną na Bliskim Wschodzie i blokadą strategicznej cieśniny Ormuz. Rozwiązanie, choć tymczasowe, zyskało ogromne poparcie społeczne. Z sondażu zleconego przez „Super Express” wynika, że aż 80 proc. Polaków chce utrzymania tego mechanizmu do końca 2026 r. Co oznaczałoby to dla gospodarki?
Polecany artykuł:
Ekonomista Marek Zuber w rozmowie z „Super Expressem” wyjaśnia, że w obecnej sytuacji wprowadzenie ceny maksymalnej paliwa jest uzasadnione. Choć sam nie jest zwolennikiem ingerencji w rynek, przyznaje, że obecne realia są wyjątkowe.
– Nie jestem zwolennikiem tego typu rozwiązań, bo to jest zaburzenie rynku, ale w tym konkretnym przypadku rozumiem rząd – mówi Marek Zuber.Kluczowym problemem nie jest sama wysoka cena ropy, ale jej potężna niestabilność. Jak tłumaczy ekspert, wahania notowań są tak duże, że producenci i sprzedawcy mogliby łatwo zawyżać ceny, tłumacząc się sytuacją na światowych giełdach.
– W ciągu jednego dnia ropa może podrożeć o 15% albo o 15% potanieć. (...) Jeżeli jest tak potężna zmienność, to każdy etap — i producent, i hurtownik, i detalista, czyli stacja na końcu — mogą nam wmawiać, że ta cena, która jest w danym momencie, wynika z tego, co jest na rynku – dodaje Zuber.
Cena maksymalna a zamrożenie cen. Ekspert wyjaśnia
Warto podkreślić, że rząd nie planuje zamrożenia cen. To kluczowa różnica. Ustalenie ceny maksymalnej paliwa oznacza, że wciąż zawiera ona marżę, która pozwala zarabiać wszystkim podmiotom na rynku. Chodzi o to, by stacje benzynowe, hurtownie i producenci nie dokładali do interesu. Co by się stało, gdyby ceny zostały całkowicie zamrożone?
Gdybyśmy zablokowali ceny na przykład na tym poziomie, który jest dzisiaj, a ropa podrożała do 200 dolarów za baryłkę, no to wszystkie te podmioty będą na stracie. To jest przypadek Węgier z 2022 roku, kiedy Orbán właśnie zamroził ceny i skończyło się tak, że po paru tygodniach zabrakło paliwa na stacjach benzynowych – ostrzega ekonomista.
Polecany artykuł:
Co dalej z cenami na stacjach? Dwa scenariusze dla kierowców
Przyszłość cen paliw zależy od rozwoju sytuacji na Bliskim Wschodzie. Marek Zuber kreśli dwa główne scenariusze. Pierwszy z nich zakłada eskalację konfliktu i dalszy wzrost cen ropy naftowej.
– Możemy sobie wyobrazić 200 dolarów za baryłkę. (...) To oznaczałoby oczywiście, że pomimo ustalenia ceny maksymalnej i obniżenia podatków, mamy jakieś zupełnie abstrakcyjne ceny, pewnie w okolicach 12-13 złotych za benzynę i być może powyżej 15 złotych za olej napędowy – prognozuje Zuber.
Jest jednak i drugi, bardziej optymistyczny wariant. Zdaniem eksperta, paradoksalnie, hamulcem dla dalszych podwyżek może okazać się kalendarz wyborczy w Stanach Zjednoczonych. Wysokie ceny paliw uderzają w amerykańskich wyborców, co obniża poparcie dla urzędującego prezydenta.
– Bardzo trudno będzie o dobry wynik Trumpowi w czasie jesiennych wyborów, jak cena galonu benzyny w Stanach Zjednoczonych będzie dalej rosła. (...) Moim zdaniem Trump zrobi wszystko, żeby w perspektywie relatywnie krótkiej jednak tę cenę ropy zbić – analizuje Marek Zuber.
Jak dodaje, jeśli dojdzie do uspokojenia konfliktu, ceny ropy mogą szybko spaść. Wtedy utrzymywanie urzędowych cen paliw straci sens. Na razie jednak, w obliczu tak dużej niepewności, wydaje się to jedynym sposobem na ochronę rynku przed szokiem cenowym.