- Dlaczego premier Tusk wycofał projekt reformy PIP z prac rządu
- Jakie uprawnienia miała otrzymać Państwowa Inspekcja Pracy
- Kto zadecyduje o przekształceniu umów zleceń i B2B w etaty - inspektorzy czy sądy?
- Co oznacza wstrzymanie reformy dla pracowników na śmieciówkach
Reforma PIP zawieszona. Tusk nakazał radykalne poprawki
Premier Donald Tusk nakazał wycofanie z prac rządu projektu ustawy o reformie Państwowej Inspekcji Pracy. Sprawa rozgrywa się za kulisami rządu od kilku dni. Podczas ostatniego posiedzenia Rady Ministrów szef rządu postawił sprawę ostro - obecny kształt projektu jest nie do zaakceptowania.
Projekt reformy PIP przeszedł 4 grudnia przez Stały Komitet Rady Ministrów. Wydawało się, że droga do uchwalenia jest otwarta. Tusk zdecydował jednak inaczej. Projekt wraca do ministerstwa pracy, gdzie Agnieszka Dziemianowicz-Bąk musi go gruntownie przepracować.
O co spór? Inspektorzy kontra sądy
Kością niezgody są kompetencje inspektorów PIP. Projekt zakładał, że inspektor będzie mógł wydać decyzję administracyjną o przekształceniu umowy B2B lub zlecenia w umowę o pracę. To rewolucyjna zmiana w polskim prawie.
Premier Tusk ma inne zdanie. Według informacji "Gazety Wyborczej", chce pozostawić ostateczne rozstrzygnięcia w rękach sądów. Inspektorzy PIP mogliby przeprowadzać kontrole i wykrywać nadużycia, ale nie wydawać wiążących decyzji. Taki model oznacza dłuższą drogę dla pracowników dochodzących swoich praw.
Fikcyjne samozatrudnienie wciąż problemem
Reforma PIP miała być odpowiedzią na powszechne w Polsce fikcyjne samozatrudnienie. Tysiące pracowników formalnie prowadzi działalność gospodarczą, choć w praktyce wykonują taką samą pracę jak etatowcy. Nie mają urlopów (wypoczynkowego, okolicznościowego, macierzyńskiego, rodzicielskiego), zwolnień lekarskich ani odpraw.
Wzmocnienie uprawnień inspektorów miało przyspieszyć walkę z tym procederem. Teraz reforma stoi pod znakiem zapytania. Ministerstwo pracy musi znaleźć kompromis między skutecznością działań a obawami premiera przed nadmiernym uprawnieniem administracji.
Pracownicy znów poczekają na etat
Dla osób zatrudnionych na umowach śmieciowych wstrzymanie reformy to zła wiadomość. Droga do przekształcenia umów cywilnoprawnych i B2B w etat pozostanie długa i skomplikowana. Będzie wymagać procesu sądowego, który może trwać miesiące lub lata.
Zwolennicy reformy podkreślają, że bez uprawnień decyzyjnych PIP będzie tylko "papierowym tygrysem". Przedsiębiorcy z kolei obawiają się nadmiernej ingerencji inspektorów w ich działalność. Tusk musi wyważyć te interesy.
Minister Dziemianowicz-Bąk stoi przed trudnym zadaniem. Musi przygotować projekt, który zadowoli premiera, ale nie straci głównego celu - skutecznej ochrony pracowników. Czas pokaże, czy uda się znaleźć złoty środek.
Polecany artykuł:
