Ukraina powinna przeprosić, a my musimy być pragmatyczni

Wojciech Balczun, minister aktywów państwowych uważa, że emocje nie pomagają, ale w relacjach polsko-ukraińskich nie da się uciec od „ciemnych kart historii” Ukrainy, jak rzeź wołyńska. Jego zdaniem Polska ma szansę odegrać kluczową rolę w odbudowie Ukrainy a dla polskich firm, to naturalny kierunek ekspansji. Minister opowiedział też o kresowych korzeniach swojej rodziny.

Wojciech Balczun w biurze na tle flag Polski i UE oraz archiwalne zdjęcie trzech mężczyzn w mundurach, jeden z nich siedzi na krześle. O konflikcie polsko-ukraińskim przeczytasz na Super Biznes.
Autor: Marek Kudelski / Super Express; Archiwum Wojciech Balczun w okularach, z krawatem i brodą, siedzi przy stole, obok historyczne zdjęcie trzech mężczyzn w mundurach z wąsami. Minister aktywów państwowych opowiada o polityce local contentu i relacjach polsko-ukraińskich, o czym można przeczytać w Super Biznes.

Panie ministrze, zacznijmy od przyjęcia Kodeksu Dobrych Praktyk i rekomendacji podpisanych przez premiera Donalda Tuska dotyczących tzw. local contentu. Na czym mają polegać te praktyki?

Wojciech Balczun, minister aktywów państwowych: To katalog rekomendacji dotyczących tego, jak rozumieć i wdrażać ideę local content, czyli wyrównywać pozycje krajowych małych i średnich firm, które rywalizują o kontrakty z zagraniczną konkurencją. Musimy pamiętać, że nie możemy uregulować tej kwestii ustawowo ze względu na prawo unijne. W Europie jedynie Wielka Brytania uregulowała to prawnie, jednak jako państwo spoza UE nie podlega już unijnym ograniczeniom. Dlatego nasze oddziaływanie ma charakter „miękki”, co nie oznacza braku skuteczności. Ważnym narzędziem są wytyczne Ministra Aktywów Państwowych dla spółek Skarbu Państwa oraz wskaźniki KPI, czyli cele dla zarządów dotyczące stosowania tej idei. Nie zmieniamy Prawa zamówień publicznych, lecz korzystamy z przestrzeni, którą ono już teraz daje oraz z najlepszych praktyk krajów „starej Unii”, takich  jak Niemcy, Francja czy Hiszpania. Chcemy stworzyć podstawy do zmiany mentalnej w myśleniu o interesie gospodarczym Polski.

Jak urzędnicy i osoby zarządzające spółkami mają czytać te wskazówki, mając z jednej strony twarde prawo, a z drugiej tylko rekomendacje?

Prawo zamówień publicznych już teraz pozwala na szersze podejście i niekierowanie się wyłącznie na kryterium najniższej ceny. Daje ono prawo do pełnej analizy rynku i potencjału dostawców. Nasze rekomendacje zawierają te wskazówki. Choć local content to projekt na lata, widzimy, że zmiana mentalna postępuje szybko - podmioty już teraz rywalizują, chwaląc się udziałem local content. Analitycy PKO BP wyliczyli, że zwiększenie local content przełoży się na istotnie wyższy wzrost gospodarczy i większe wpływy budżetowe, czyli wszyscy na tym w Polsce zyskamy.

Co konkretnie chcemy przez to osiągnąć?

Chcemy, aby przy historycznie rekordowych inwestycjach w energetykę, infrastrukturę i obronność - w ciągu dekady wydamy biliony złotych – to krajowe firmy były głównymi beneficjentami. To one tutaj płacą podatki i tworzą miejsca pracy. Naszą ambicją jest, aby Polska w ciągu dekady znalazła się w trójce najważniejszych gospodarek UE. Mamy ogromny potencjał, kompetencje i jesteśmy elastyczni. Często nie doceniamy swoich sukcesów, a przecież np. istotną część zespołu tworzącego chat GPT stanowią Polacy. Jesteśmy pracowici, ambitni i mamy energię, której często brakuje już na Zachodzie.

Jakie konkretne zalecenia znalazły się w kodeksie, o którym rozmawiamy, poza ostrożniejszym podchodzeniem do kryterium najniższej ceny?

Zaleceń jest bardzo wiele, ale jedna z kluczowych to konieczność przeanalizowania rynku pod kątem potencjalnych dostawców i podwykonawców jeszcze przed przygotowaniem specyfikacji istotnych warunków zamówienia (SIWZ). Chodzi o uwzględnienie szerszego kontekstu gospodarczego.

Za nami duże i ważne wydarzenie dotyczące odbudowy Ukrainy - Ukraine Recovery Conference (URC 2026). Czy kryzys dyplomatyczny w relacjach polsko-ukraińskich wpłynął na przebieg tej konferencji i nasze relacje biznesowe?

Emocje nie pomagają, ale w relacjach polsko-ukraińskich nie da się uciec od „ciemnych kart historii” Ukrainy, jak rzeź wołyńska, która dla setek tysięcy polskich rodzin jest ciągle otwartą raną. Robimy wszystko, by Ukraińcy zrozumieli wagę tej sprawy i by pamięć ofiar została godnie uczczona.

Jednocześnie musimy być pragmatyczni - odbudowa Ukrainy będzie projektem większym, niż Plan Marshalla, a Polska jest już głównym hubem logistycznym. Naszym zadaniem jest zajęcie głównej pozycji w tym procesie. Polskie firmy, jak PZU (finalizujące zakup MetLife Ukraina); PKO BP (mające Kredobank) czy Orlen, już widzą tam dla siebie przestrzeń. To jest dobry czas, by nasze firmy poszły z ekspansją w stronę Ukrainy i Bałkanów, tak jak niegdyś firmy z Zachodu przyszły do nas.

Co powinna zrobić strona ukraińska, by wygasić konflikt, zainicjowany nieakceptowalną decyzją prezydenta Wołodymyra Zełenskiego?

Powinna wyjść ze swojej strefy komfortu i wykazać się większą empatią. Szczere gesty oraz takie słowa jak: „wybaczcie” czy „przepraszam” mają ogromną wartość w budowaniu dobrosąsiedzkich relacji.

W jakich obszarach polskie firmy mogą realizować zadania na Ukrainie, biorąc pod uwagę silną, obecną już tam, konkurencję z USA, Niemiec czy Chin?

Naszą mocną stroną jest logistyka – wiele z tego, co dociera do Ukrainy, musi przejechać przez Polskę. Potrzeby Ukrainy są przeogromne: zniszczona infrastruktura drogowa, kolejowa, energetyczna, portowa oraz obiekty użyteczności publicznej. Bank Światowy mówi wręcz o budowie „nowej Ukrainy”.

Pozwolę sobie na cytat z wpisu europosłanki Konfederacji Ewy Zajączkowskiej-Hernik - „Banderowska ideologia ma się w rządzie Tuska świetnie (…) Inny członek rządu ukraińskiego pochodzenia, minister aktywów państwowych Wojciech Balczun, który wcześniej pełnił funkcję prezesa ukraińskich kolei państwowych, opowiada, że „żyjemy w złotym wieku” i mamy OBOWIĄZEK wspierać finansowo Ukrainę. Myślę, że pan Balczun powinien czym prędzej wracać do swoich na Ukrainę…”.  Jak Pan to skomentuje?

Ten wpis jest w czystej postaci kłamstwem, a do tego skandalicznym na wielu poziomach. Nie możemy się godzić na tego rodzaju manipulacje wpisujące się w rosyjską propagandę. Pochodzę z wielopokoleniowej, polskiej rodziny inteligenckiej i ziemiańskiej z Kresów, z której jestem bardzo dumny. Mój dziadek pochodził z okolic Stanisławowa - tych samych terenów, co przykładowo rodzina premiera Mateusza Morawieckiego. Brat mojego dziadka, polski sędzia, został zamordowany przez NKWD w 1940 roku. Moim jedynym związkiem z Ukrainą była praca na stanowisku szefa kolei, którą zdobyłem w międzynarodowym konkursie, pokonując 30 kandydatów z całego świata. Gdy prawo ukraińskie wymagało ode mnie przyjęcia ukraińskiego obywatelstwa, aby uzyskać dostęp do klauzulowanych informacji, zdecydowanie odmówiłem, podkreślając, że jestem Polakiem i polskim menedżerem.

Skąd biorą się takie ataki? Z cynizmu, z niewiedzy? Czy z jednego i drugiego?

Myślę, że ze wszystkiego po trochu, ale najważniejsza jest kalkulacja polityczna. Takie działania wpisują się też w strategię Rosji, która chce nas zarazić „ruskim mirem”. Podsycanie nastrojów antyukraińskich w oparciu o bolesną historię jest koniunkturalne i dewastujące dla państwa.

Na ile niebezpieczne dla państwa, dla naszej gospodarki jest to grzebanie w życiorysach, by doszukać się obcych rasowo czy narodowościowo elementów?

To igranie z ogniem. Premier Donald Tusk słusznie przypominał w Sejmie, czym to się kończyło w historii - odczłowieczanie grup narodowościowych to pierwszy krok do skrajnego nacjonalizmu i ludobójstwa. Wydawało się, że świat wyciągnął lekcje z II wojny światowej, ale stare demony budzą się w nowych pokoleniach. Każdy obywatel, zgodnie z Konstytucją, ma równe prawa. Powinniśmy otaczać się polskimi patriotami bez względu na pochodzenie. Czy było coś złego w tym, że czarnoskóry piłkarz strzelał bramki dla Polski i śpiewał hymn? Otrzymał polskie obywatelstwo i miał do tego prawo. Ważne jest natomiast, aby obywatelstwo otrzymywali Ci, którzy swoją postawą na to zasługują.

Na koniec wróćmy do historii pana rodziny. Czy ciągnie pana na Kresy? Czy podróżował pan do miejsc urodzenia przodków, by odkryć genius loci, poczuć ich ducha?

Rodzina mojego ojca pochodzi z Suwalszczyzny (korzenie nazwiska są litewskie). Natomiast moi bliscy od strony matki pochodzą z Małopolski Wschodniej. Mój dziadek skończył prawo na Uniwersytecie Jana Kazimierza. Gdy byłem prezesem kolei ukraińskich specjalnie pojechałem do Lwowa, aby przejść się tymi ulicami, gdzie uczyli się i pracowali moi przodkowie. To był dla mnie bardzo emocjonalny moment. Dziadek był erudytą, malował, grał na instrumentach i kochał książki. Jestem dumny z tego międzypokoleniowego kodu i wartości, które mi przekazano. Przykro mi, że ktoś próbuje grać na najniższych instynktach, by realizować swoją agendę, ale wierzę, że dobro zawsze wraca.

Rozmawiał Hubert Biskupski

Wojciech Balczun, minister Aktywów Państwowych [IMPACT 2026]

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki