- Sąd Okręgowy w Warszawie wydał wyrok w sprawie afery WGI, skazując Łukasza K. i Macieja S. na 5 lat więzienia, a Andrzeja S. na 2 lata w zawieszeniu, mimo że prokuratura żądała do 10 lat.
- Afera WGI, trwająca dwie dekady, dotyczyła "polskich wilków z Wall Street", którzy obiecywali klientom wysokie zyski, lecz pieniądze zniknęły, a klienci otrzymywali fałszywe raporty.
- Blisko 1300 poszkodowanych straciło łącznie 340 milionów złotych, co obecnie, po uwzględnieniu inflacji, odpowiadałoby kwocie prawie 1,5 miliarda złotych.
- Wyrok nie jest prawomocny, co oznacza, że sprawa może się jeszcze długo ciągnąć, a oskarżeni zapowiadają odwołanie.
Jaki jest wyrok w sprawie afery WGI?
Na ten moment czekały setki oszukanych osób. Po dwóch dekadach Sąd Okręgowy w Warszawie wreszcie ogłosił wyrok dla twórców piramidy finansowej znanej jako Warszawska Grupa Inwestycyjna. Łukasz K. i Maciej S., którzy stali na czele przedsięwzięcia, zostali skazani na kary 5 lat bezwzględnego więzienia. Trzeci oskarżony, Andrzej S., usłyszał wyrok łagodniejszy – 2 lata pozbawienia wolności w zawieszeniu na 4-letni okres próby.
Prokuratura domagała się surowszych kar: 10 lat więzienia dla głównych oskarżonych i 5 lat dla ich wspólnika. Choć od wybuchu skandalu minęły dwie dekady, czwartkowy wyrok w sprawie afery WGI nie jest prawomocny, co oznacza, że skazani mogą się od niego odwołać. Oskarżeni od początku nie przyznawali się do winy, twierdząc, że „pokonał ich system” i nieprzychylni urzędnicy, którzy uniemożliwili im odzyskanie pieniędzy.
Na czym polegała afera WGI?
Warszawska Grupa Inwestycyjna była przedstawiana jako historia sukcesu młodych, ambitnych finansistów, swoistych „polskich wilków z Wall Street”. Obiecywali klientom ponadprzeciętne zyski z inwestycji, co w czasach giełdowego boomu brzmiało wiarygodnie. Problem w tym, że całe przedsięwzięcie było starannie zaplanowaną piramidą finansową.
Mechanizm był prosty, ale skuteczny. Klienci, zachęceni wizją szybkiego pomnożenia oszczędności, wpłacali pieniądze. W zamian otrzymywali raporty pokazujące rzekomo fantastyczne wyniki ich portfeli. To zachęcało do dalszych wpłat i utwierdzało w przekonaniu, że trafili na świetnych specjalistów. W rzeczywistości mechanizm oszustwa Warszawskiej Grupy Inwestycyjnej polegał na tym, że zyski istniały wyłącznie na papierze, a firma pobierała od klientów prawdziwe, bardzo wysokie prowizje. Pieniądze inwestorów, zamiast pracować na rynku, po prostu znikały.
Wiarygodności całej operacji dodawały znane nazwiska. W radach nadzorczych spółek powiązanych z WGI zasiadali m.in. Dariusz Rosati czy Henryka Bochniarz. Dziś oni również uważają się za ofiary tej afery, wprowadzone w błąd przez jej twórców.
Źródło: RMF FM