Gaz po 100 euro za MWh. Co jest przyczyną nagłego wzrostu cen?
W środę, 28 października 2026 roku, na europejskim rynku gazu padła symboliczna granica. Cena surowca w holenderskim hubie TTF, który jest punktem odniesienia dla całego kontynentu, na krótko sięgnęła 100 euro za megawatogodzinę (MWh). To poziom, którego nie widzieliśmy od początku 2022 roku, kiedy rynek drżał w posadach z powodu działań rosyjskiego Gazpromu – przypomina "Rzeczpospolita".
Tym razem jednak problem leży gdzie indziej. Głównym winowajcą jest wojna USA i Izraela z Iranem, która wybuchła na Bliskim Wschodzie. Konflikt zbrojny bezpośrednio uderzył w logistykę – transport skroplonego gazu ziemnego (LNG) stał się trudniejszy i bardziej ryzykowny. Tankowce mają problemy z dotarciem do Europy, a mniejsza podaż przy stałym popycie zawsze oznacza jedno: wzrost cen.
Ceny gazu w 2026 roku po raz pierwszy od czterech lat osiągnęły poziom 100 euro za MWh, co jest bezpośrednim skutkiem problemów z dostawami. To wciąż daleko do historycznego rekordu 340 euro z sierpnia 2022 roku, ale obecny poziom jest już wystarczająco wysoki, by wywołać poważne zaniepokojenie. Eksperci nie mają wątpliwości, że to dopiero początek problemów, które zwiastują kolejny kryzys energetyczny w Europie.
Czy Europie wystarczy gazu na zimę? Poziom rezerw jest alarmująco niski
Wysokie ceny to jedno, ale jest jeszcze drugi, równie poważny problem – puste magazyny. Obecnie średnie zapełnienie magazynów gazu na terenie Unii Europejskiej wynosi zaledwie 74 procent. To niby dużo, ale unijne regulacje jasno mówią, że do listopada kraje członkowskie powinny mieć zapełnione co najmniej 80 procent pojemności. Czasu jest coraz mniej, a gazu na rynku jak na lekarstwo.
Na dziś ten obowiązkowy próg osiągnęły lub przekroczyły tylko trzy państwa: Polska, Austria i Łotwa. Reszta Europy jest w tyle i musi w trybie awaryjnym uzupełniać zapasy, kupując surowiec po rekordowo wysokich cenach. To prosta droga do pogłębienia problemu.
Analitycy nie pozostawiają złudzeń. Trwający kryzys energetyczny w Europie sprawia, że kontynent jest wyjątkowo podatny na wszelkie zakłócenia w dostawach. "W miarę zbliżania się zimy Europa dysponuje mniejszą poduszką magazynową niż potrzeba i mniejszymi możliwościami szybkiego zastąpienia zakłóconych dostaw" – komentuje Mathieu Utting, analityk ds. gazu i LNG w Rystad Energy. Jak dodaje, łagodna pogoda utrzymuje popyt na ogrzewanie na niskim poziomie, ale same temperatury nie odwrócą tej niebezpiecznej tendencji. Wystarczy kilka mroźnych tygodni, by rezerwy zaczęły topnieć w oczach.
Kto zapłaci za drogi gaz? Podwyżki uderzą w firmy i domowe budżety
Odpowiedź na to pytanie jest prosta i bolesna: zapłacimy wszyscy. Rachunek za obecny kryzys zostanie podzielony między przedsiębiorców i zwykłych obywateli, choć każda z tych grup odczuje go w innym czasie i z inną siłą.
Pierwsze na linii ognia są firmy, zwłaszcza te z energochłonnych sektorów. Przemysł chemiczny, producenci nawozów czy huty stali są uzależnieni od gazu, który jest dla nich albo paliwem, albo kluczowym surowcem. Wiele z tych przedsiębiorstw kupuje gaz po cenach hurtowych, więc skok do 100 euro za MWh to dla nich natychmiastowy cios w koszty operacyjne. Efekt? Niektóre firmy już teraz ograniczają produkcję, by uniknąć strat.
Zwykli ludzie odczują podwyżki z opóźnieniem, ale za to z całą mocą. Wysokie ceny gazu w 2026 roku ostatecznie i tak przełożą się na wyższe rachunki, które Polacy i inni Europejczycy znajdą w swoich skrzynkach pocztowych w 2027 roku. To mechanizm, który już znamy. W Wielkiej Brytanii kolejna fala podwyżek spodziewana jest już w styczniu, a w Niemczech taryfy gazowe dla nowych klientów poszły w górę w tym roku aż o 55 procent.
Rządy krajów Unii Europejskiej, w tym rząd Donalda Tuska, starają się łagodzić skutki kryzysu, ale ich możliwości są ograniczone. Jak podała Komisja Europejska, na pomoc gospodarstwom domowym i firmom w związku z rosnącymi cenami energii wydano w tym roku już 17,9 mld euro. To pokazuje skalę problemu, który zwiastuje trudną i kosztowną zimę dla całej Europy.