Hubert Biskupski: - Panie ministrze, VAT i akcyza na paliwa zostały obniżone do końca maja. Co dalej z pakietem CPN?
Miłosz Motyka: Na pewno będzie obowiązywał do końca maja. Dalej wszystko zależy od sytuacji międzynarodowej. Jeśli sytuacja na świecie się nie uspokoi i ceny paliw nie spadną, program będzie utrzymywany.
Kluczowe są dla nas ceny ropy i diesla na światowych rynkach. Jeśli baryłka ropy nie spadnie do poziomu około 80–85 dolarów, a diesel w portach ARA poniżej tysiąca dolarów za tonę, trudno będzie mówić o wygaszaniu programu CPN.
- Ale przecież ceny mogą być wysokie miesiącami albo nawet latami. Nie mamy wpływu na to, co dzieje się na Bliskim Wschodzie.
Dlatego działamy systemowo. Dywersyfikujemy dostawy, zwiększają się możliwości eksportowe innych państw, Polska też buduje bezpieczeństwo energetyczne.
Cały czas analizujemy różne scenariusze dotyczące sytuacji w rejonie Cieśniny Ormuz. Każdy pozytywny sygnał, nawet częściowe odblokowanie szlaku, może wpłynąć na ceny. Chcemy zachować elastyczność i utrzymać dwutygodniowe okresy obowiązywania programu, żeby szybko reagować na sytuację geopolityczną.
- Ten program kosztuje jednak 1,6 mld zł miesięcznie. To ma sens?
Absolutnie tak. To nie jest kwestia polityki, tylko gospodarki. Mamy dziś wzrost PKB na poziomie 3,4 proc. mimo światowego kryzysu energetycznego i rekordowych cen paliw.
Gdybyśmy nie wprowadzili pakietu CPN, inflacja byłaby wyższa, a wzrost gospodarczy słabszy. Dzięki temu programowi nie rosną tak mocno ceny usług i żywności. Polakom zostaje więcej pieniędzy w kieszeniach.
- Ale czy państwo stać na taki wydatek?
Odpowiedzią jest podatek od nadmiarowych zysków. Nie zgadzam się z tezą, że państwo nie powinno pomagać obywatelom w czasie kryzysu. Alternatywą byłyby wyższa inflacja, bankructwa i zwolnienia.
To nie jest program tylko dla kierowców. Wyższe ceny paliw uderzyłyby we wszystkich – także w tych, którzy nie mają samochodu.
- Członkowie RPP twierdzą jednak, że wpływ cen paliw na inflację nie jest aż tak duży.
Jest ogromny. Mówił o tym także prezes Glapiński. Widzimy to po danych z innych państw. Tam, gdzie rosły ceny paliw, spadała konsumpcja i rosły ceny żywności.
W Polsce utrzymujemy inflację w ryzach właśnie dzięki niskim cenom paliw. Mamy jedne z najniższych cen diesla i benzyny w Europie. To nie jest polityczny kaprys, tylko ekonomiczna konieczność.
- Wróćmy do podatku od nadmiarowych zysków. Nie boicie się weta prezydenta?
To nie jest podatek dla obywateli, tylko dla wielkich koncernów, które zarabiają ponadnormatywnie w czasie kryzysu. Jeśli mogę dziś zaapelować do prezydenta Nawrockiego o podpisanie tej ustawy, to właśnie to robię.
Nie może być tak, że koszty kryzysu ponoszą obywatele i państwo, a wielkie firmy tylko liczą rekordowe zyski.
- Kiedy ten podatek mógłby wejść w życie?
Projekt jest gotowy. Rozmawiamy z Ministerstwem Finansów o szczegółach. Myślę, że w najbliższych tygodniach pakiet ustaw będzie gotowy.
- Prezydent proponuje referendum w sprawie polityki klimatycznej. Pytanie jest mocno tendencyjne.
Co ciekawe, to pytanie jest tak naprawdę aktem oskarżenia wobec polityki PiS. Bo to właśnie PiS realizował tę politykę energetyczną.
Oczywiście część problemów wynika z regulacji unijnych, ale ogromną rolę odegrały też decyzje polskiego rządu. Mateusz Morawiecki zgadzał się na szybsze tempo redukcji emisji, co przełożyło się na wyższe ceny energii.
- Jak więc naprawić sytuację?
Inwestować i przyspieszać z ich realizacją. W OZE, energetykę jądrową i nowoczesną energetykę. Powrót do samego węgla nie jest żadnym rozwiązaniem. To ekonomicznie nie ma sensu.
Nie wystarczy zadać pytania w referendum. Trzeba jeszcze mieć plan i wiedzieć, jak odpowiedzieć na problemy.
- Zmienię temat. Czy ucieczka Zbigniewa Ziobry i Marcina Romanowskiego nie pokazuje słabości państwa?
Nie. Pokazuje tchórzostwo tych, którzy uciekają. Jeśli ktoś nie stawia się przed wymiarem sprawiedliwości, to źle świadczy o nim, a nie o państwie.
Każdy obywatel odpowiada na wezwania urzędów czy sądów. Zbigniew Ziobro też powinien.
- PSL balansuje dziś w sondażach wokół progu wyborczego. Nie obawiacie się?
Sondażownie w Polsce już nieraz się kompromitowały. Trzeba podchodzić do tych wyników z dużą ostrożnością.
Faktem jest jednak, że największa partia w koalicji zwykle zgarnia największą premię za sukcesy rządu. A ministrowie PSL wykonują ogrom pracy – od programu SAFE po inwestycje drogowe i kolejowe.
- PSL pójdzie do wyborów samodzielnie?
Tak, przygotowujemy się do samodzielnego startu. Uważamy, że to najlepsze rozwiązanie także z matematycznego i politycznego punktu widzenia.
Chcemy być ofertą dla wyborców centroprawicowych i konserwatywnych, którzy nie odnajdują się w bardziej liberalnych projektach.
- A koalicja PSL z ludźmi Mateusza Morawieckiego?
Nie ma żadnej frakcji Morawieckiego. To cały czas PiS. I Mateusz Morawiecki w PiS-ie zostanie.
Powiem brutalnie, żeby odejść i budować coś nowego, trzeba mieć odwagę, determinację i – mówiąc po męsku – jaja. A tam tego nie ma. PiS będzie się dalej radykalizował, zamiast wracać do centrum.