Spis treści
O co branża tytoniowa apeluje do Brukseli?
Spór dotyczy planowanej przez Brukselę rewizji dwóch kluczowych dyrektyw: jednej o wyrobach tytoniowych, drugiej o ich reklamie. W liście wysłanym do przewodniczącej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen ponad 200 firm i organizacji z całej Europy – w tym producenci, rolnicy, sprzedawcy i przedstawiciele gastronomii – wyraziło swoje głębokie zaniepokojenie.
Ich zdaniem pośpiech i brak solidnej analizy mogą przynieść fatalne skutki. Sygnatariusze listu obawiają się, że nowe przepisy tytoniowe, wprowadzane bez rzetelnej oceny skutków, uderzą w całą europejską gospodarkę i jej konkurencyjność.
Nie zwracamy się do Komisji o rezygnację z jej ambicji w zakresie zdrowia publicznego. Apelujemy, by nas wysłuchała, przestrzegała własnych zasad i właściwie przeprowadziła ten proces – mówi wprost Nathalie Darge, sekretarz generalna stowarzyszenia Tobacco Europe.
W skrócie: branża nie mówi "nie" zmianom, ale domaga się, by jej głos i argumenty ekonomiczne zostały wzięte pod uwagę, zanim urzędnicy podejmą ostateczne decyzje.
Jakie znaczenie ma branża tytoniowa dla Polski?
Stawka jest wyjątkowo wysoka, zwłaszcza dla naszego kraju. Polska jest największym producentem wyrobów tytoniowych w Unii Europejskiej, a cała branża w 2025 roku zasiliła budżet państwa kwotą ponad 42 mld zł. To jednak nie wszystko. Zgodnie z danymi Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa, w 2025 roku wartość eksportu tytoniu i papierosów z Polski sięgnęła 5,8 mld euro. To około 10 proc. całego naszego eksportu rolno-spożywczego.
Przedsiębiorcy ostrzegają, że zbyt restrykcyjne regulacje mogą nie tylko ograniczyć produkcję i inwestycje, ale też napędzić czarny rynek. Już teraz widać niepokojący trend – według danych przytaczanych w apelu, udział nielegalnych papierosów w Polsce wzrósł z 4,7 proc. w 2023 r. do 9,7 proc. w drugim kwartale 2026 r.
Czego domagają się organizacje prozdrowotne?
Podczas gdy przedsiębiorcy liczą potencjalne straty, po drugiej stronie barykady stoją organizacje zajmujące się zdrowiem publicznym. Mają zupełnie inne oczekiwania. Koalicja Smoke Free Partnership i European Chronic Disease Alliance zaapelowały niedawno do komisarza ds. zdrowia Olivéra Várhelyiego o jak najszybsze i jak najmocniejsze zaostrzenie przepisów.
Ich główny cel to ochrona młodych ludzi. Organizacje prozdrowotne alarmują, że nowe produkty, takie jak e-papierosy czy saszetki nikotynowe, stają się coraz popularniejsze wśród nastolatków, a obecne przepisy unijne nie chronią skutecznie młodych ludzi przed ryzykiem uzależnienia od nikotyny.
Domagają się więc m.in. ograniczenia atrakcyjności tych wyrobów i zaostrzenia zakazów reklamy. Podkreślają też, że proces tworzenia prawa powinien być w pełni chroniony przed wpływem i lobbingiem przemysłu tytoniowego.
Jaki będzie finał sporu o nowe przepisy?
Konflikt między interesem gospodarczym a zdrowiem publicznym jest w Brukseli coraz gorętszy. Sama Komisja Europejska przyznaje, że obecne regulacje, tworzone w czasach, gdy rynek wyglądał zupełnie inaczej, są już przestarzałe. Celem nadrzędnym Unii jest ograniczenie odsetka palaczy do mniej niż 5 proc. populacji do 2040 roku.
W zakończonych w sierpniu 2026 r. konsultacjach społecznych wpłynęło ponad 41 tys. odpowiedzi, z czego urzędnicy powiązali ponad 14 tys. ze skoordynowanymi kampaniami, głównie przeciwnymi zaostrzaniu prawa.
Ostateczny kształt regulacji wciąż nie jest znany. Komisja Europejska zapowiada przedstawienie propozycji legislacyjnych do końca 2026 roku i dopiero wtedy okaże się, czy nowe przepisy tytoniowe pójdą w kierunku zaostrzenia, czy uwzględnią postulaty gospodarcze. Jedno jest pewne: decyzje, które zapadną, wpłyną na miliony pracowników, konsumentów i budżety państw członkowskich na lata.