Polska wśród "liderów" deficytu w UE. Podwyżka podatków nieunikniona?

2026-04-24 9:55

Deficyt sektora publicznego w Polsce osiągnął 7,3 proc. PKB, co stawia nas na drugim miejscu w Unii Europejskiej. Szybko rośnie też dług publiczny w Polsce. Minister finansów Andrzej Domański zapowiada redukcję, ale bez cięć na obronność i hamowania gospodarki.

Ministrowie Andrzej Domański i Adam Szłapka trzymają banknoty, symbolizujące finanse publiczne i problem rosnącego deficytu. Polska wśród liderów deficytu w UE – o tym, czy podwyżki podatków są nieuniknione, przeczytasz na Super Biznes.

i

Autor: Paweł Jaskółka/SE,/ Shutterstock Ministrowie Andrzej Domański i Adam Szłapka trzymają banknoty, symbolizujące finanse publiczne i problem rosnącego deficytu. Polska wśród liderów deficytu w UE – o tym, czy podwyżki podatków są nieuniknione, przeczytasz na Super Biznes.
  • Polska zajmuje drugie miejsce w UE pod względem deficytu sektora publicznego (7,3% PKB), ustępując jedynie Rumunii (7,9%).
  • Minister finansów zapowiada redukcję deficytu, ale bez cięć w wydatkach na obronność, co stanowi wyzwanie w kontekście rosnącego długu publicznego.
  • Ekonomiści wskazują, że sam wzrost gospodarczy może nie wystarczyć, a konieczne mogą być decyzje budżetowe, w tym ograniczenie wydatków lub zwiększenie dochodów.
  • Eksperci proponują, by zwiększyć dochody budżetowe poprzez opodatkowanie najzamożniejszych i dużych korporacji, jednocześnie obniżając obciążenia podatkowe dla pracy.

Jak duży jest deficyt i dług publiczny w Polsce?

Sytuacja finansów publicznych w Polsce jest poważna. Zgodnie z najnowszymi danymi Eurostatu, deficyt sektora publicznego w Polsce osiągnął 7,3 proc. PKB, co jest drugim najwyższym wynikiem w całej Unii Europejskiej. Gorzej jest tylko w Rumunii, gdzie wskaźnik ten wyniósł 7,9 proc. Aż dziesięć krajów członkowskich przekroczyło dopuszczalny w UE limit 3 proc. PKB. To drastyczna zmiana, biorąc pod uwagę, że jeszcze w 2021 roku nasz deficyt wynosił zaledwie 1,7 proc. PKB i należał do najniższych we Wspólnocie.

Konsekwencją tak dużej dziury w budżecie jest szybki wzrost zadłużenia. Dług publiczny w Polsce doszedł już do 59,7 proc. PKB, co oznacza, że niebezpiecznie zbliżamy się do progu 60 proc., którego przekroczenie może uruchomić unijne procedury. W ciągu roku awansowaliśmy o dwie pozycje w rankingu najbardziej zadłużonych państw UE, zajmując 13. miejsce. Co więcej, nasze wydatki publiczne po raz pierwszy od 1996 roku przekroczyły 50 proc. PKB, co oznacza, że są wyższe nawet niż w postrzeganej jako państwo opiekuńcze Szwecji.

Jaki plan ma rząd na deficyt?

Rząd Donalda Tuska zdaje sobie sprawę z problemu i zapowiada działania. Zgodnie z planem przedstawionym Eurostatowi, deficyt ma zostać zredukowany z 7,3 proc. do około 6,8 proc. PKB w 2026 roku. Minister finansów Andrzej Domański stawia jednak jasne warunki – konsolidacja finansów nie może odbyć się kosztem dwóch kluczowych obszarów. Po pierwsze, nie będzie cięć w wydatkach na obronność, co jest podyktowane rosnącym zagrożeniem ze strony Rosji. Po drugie, rząd nie chce zdusić wzrostu gospodarczego.

Strategia rządu opiera się więc na założeniu, że szybko rozwijająca się gospodarka pozwoli "wyrastać" z długu. Wyższe wpływy do budżetu z podatków, napędzane przez wzrost PKB, mają stopniowo zmniejszać dziurę budżetową bez konieczności wprowadzania drastycznych oszczędności czy podnoszenia obciążeń fiskalnych.

Andrzej Domański IMPACT 2025

Czy rząd podniesie podatki, by zmniejszyć deficyt?

Wśród ekonomistów nie ma zgody co do tego, czy plan rządu jest wystarczający. Pojawiają się trzy główne scenariusze rozwiązania problemu.

Część ekspertów, jak główny ekonomista PKO BP Piotr Bujak, uważa, że sam wzrost gospodarczy może nie wystarczyć. W rozmowie  z Interią wskazuje, że konieczne będzie także ograniczenie wzrostu wydatków bieżących, ale bez naruszania inwestycji. Jego zdaniem trudno będzie jednak uniknąć działań po stronie dochodowej. – Przy obecnej skali nierównowagi finansów publicznych trudno będzie istotnie zredukować deficyt bez działań po stronie dochodowej – ocenia Bujak, sugerując, że potrzebne będą stopniowe i rozproszone podwyżki podatków.

Bardziej pesymistyczny jest Piotr Arak, główny ekonomista VeloBanku. Jego zdaniem trajektoria długu jest "bardzo niebezpieczna" i w perspektywie kilku lat może przekroczyć 80 proc. PKB. Uważa on, że bez realnych działań deficyt utrzyma się na poziomie około 5 proc. PKB. Arak dodaje, że w kolejnych latach pewna konsolidacja i uszczelnienie systemu będą konieczne, aby uniknąć czarnego scenariusza.

Zupełnie inne rozwiązanie proponuje dr Jan Oleszczuk-Zygmuntowski z Polskiej Sieci Ekonomii. Według niego w obecnej sytuacji geopolitycznej i przy potrzebach związanych z transformacją energetyczną czy ochroną zdrowia, cięcie wydatków byłoby błędem. Zamiast tego, jak twierdzi, należy skupić się na zwiększeniu dochodów budżetu poprzez wyższe opodatkowanie najzamożniejszych oraz wielkich korporacji. "Opodatkowanie pracy powinno być mniejsze, a opodatkowanie majątków, wielkich korporacji większe. Wtedy i deficyt nam spadnie, i gospodarka będzie ruszała" – argumentuje w rozmowie z Interią.

Źródło: Business Insider, Interia Biznes, Eurostat

Quiz geograficzny. Dopasujesz walutę do danego państwa?
Pytanie 1 z 15
W którym z poniższych krajów NIE zapłacisz dolarami amerykańskimi?

Player otwiera się w nowej karcie przeglądarki